poniedziałek, 30 grudnia 2013

Gwoli czy w woli ścisłości?

Powinniśmy mówić: gwoli wyjaśnienia czy w woli wyjaśnienia (ścisłości, jasności, przypomnienia)? Oczywiście jedyną poprawną formą jest gwoli wyjaśnienia! 

Dlaczego i co właściwie znaczy słowo gwoli?
Mówimy ku sobie, ku nam, a w niektórych gwarach zachowała się postać k sobie, k nam. Kiedyś istniała również forma k woli, jednak wówczas spółgłoska k przed dźwięczną spółgłoską uległa udźwięcznieniu i powstała forma gwoli, czyli inaczej mówiąc ku woli

piątek, 27 grudnia 2013

Jo Nesbo - Policja

Policja - stróże prawa, osoby mające chronić społeczeństwo, jednostka zobowiązana do zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańcom miasta. Czasem bywa jednak bezsilna. A gdy giną funkcjonariusze policji, a morderca jest bezkarny - kto wtedy ma nas, obywateli ochronić?

W Oslo w tajemniczych okolicznościach giną policjanci. Nie umierają jednak zwyczajnie. Ich śmierć jest idealnie wyreżyserowana. Zgadzają się wszystkie detale. Każdy z zabitych policjantów zginął dokładnie w rocznicę innego morderstwa, którego nie potrafił rozwiązać. Mało tego - zginął w tym samym miejscu i w taki sam sposób. Ktoś na własną rękę wymierza sprawiedliwość nieudolnym funkcjonariuszom policji? A może to tylko element zemsty na całym aparacie wymiaru sprawiedliwości? Sprawa jest dziwna i podejrzana, a policja bezradna, gdyż nie ma żadnych tropów. Żadnych! Brak DNA, brak konkretnego motywu, brak podejrzanego, brak czasu, a morderca ciągle uderza. Grożąc nie tylko policjantom, ale także ich najbliższym! Czy ktoś potrafi go powstrzymać?

Harry Hole - śledczy, tropiciel, policjant. Genialny umysł, który potrafi rozwiązać najtrudniejsze zagadki. Czy podoła tym razem? Czy widmo przeszłości pozwoli mu się zmierzyć z zabójcą kolegów?

Książki genialna! Ciekawe wątki, inteligentna intryga, trzymająca w napięciu akcja. Nesbo bawi się z czytelnikiem podsuwając mnóstwo fałszywych tropów. Gdy czytelnik już spodziewa się najgorszego i słyszy bicie własnego serca, następuje retardacja. Niczego nie można przewidzieć. Jeśli chociaż przez chwilę wydaje ci się, że znasz mordercę - to masz rację - wydaje ci się. Ale jak to mówią: "diabeł tkwi w szczegółach" i te szczegóły są tutaj kluczowe. Tatuaż, blizna, brat, zabawa, miłość, przeszłość. Tu nie ma czasu na zastanawianie - trzeba działać. Szybko kojarzyć fakty i wiązać wątki. Nie ma też miejsca na logikę czy statystykę, bo świat zbrodni rządzi się innymi prawami. A głównym prawem jest miłość.


niedziela, 22 grudnia 2013

Dlaczego ślisko, ale ślizgawka?

wawalove.pl
Dlaczego ślisko, a nie ślizgo? Czemu piszemy ślizgawka, nie (analogicznie do ślisko) śliskawka?


Praprzodkiem wyrazu ślisko był prasłowiański wyraz ślizk, czyli pokryty śluzem. Dlatego dawniej mówiono: ślizko, drogi są ślizkie. Wymówienie dźwięcznego -z z bezdźwięcznym -k było jednak trudne. Dlatego aparat mowy układał się tak, aby wymówić ale dwie głoski bezdźwięczne, albo obie dźwięczne, czyli -sk lub -zg. Zjawisko to nazywane jest upodobnieniem pod względem dźwięczności i jest najczęstszym ze zjawisk fonetycznych. Stąd też piszemy ślisko


A dlaczego ślizgawka? Do rodziny tych wyrazów należą również te mające -zg, jak na przykład wspomniana ślizgawka. Dlaczego? Bo w prasłowiańskim ślizgati, z którego pochodzi dzisiejsza ślizgawka było dźwięczne -g (a u źródeł śliskiego tkwi ślizki z bezdźwięcznym -k).
Oba słowa wywodzą się z prasłowiańskiego śluzu. 



sobota, 21 grudnia 2013

Alienista - Caleb Carr

Rok 1896. Na ulicach Nowego Jorku w straszliwych okolicznościach giną dzieci. I to nieprzypadkowe. Każde z nich, a właściwie każdy, bo morderca ogranicza się wyłącznie do chłopców, jest starannie wybierany. Musi być imigrantem, lekko zbuntowanym, żyjącym na ulicy i przede wszystkim zarabiającym jako ... dziwka. Mali chłopcy, w wieku 7-14 lat, umalowani i wystrojeni - to główne ofiary. Oprawca nie ogranicza się wyłącznie do ich zabicia. On odprawia prawdziwy rytuał. Dusi, a następnie tnie całe ciało, wyłupuje oczy i ucina genitalia, wkładając je do ust zamordowanych. Ofiarę pozbawia również jednej ręki. Przerażające? To tylko mały ułamek okrucieństwa. Ciała podrzuca zawsze w widocznych miejscach. I co ważne, w pobliżu wody symbolizującej oczyszczenie. Czyżby uważał się za misjonarza oczyszczającego brudne dzielnice miasta? Kluczowy jest również fakt, że wszystkich morderstw dokonuje w dniu ważnych świąt kościelnych. Czy jego życiem kieruje religia, czy może tak bardzo jej nienawidzi? Policja Nowego Jorku jest bezsilna wobec narastającego okrucieństwa. Inaczej: chce być bezsilna! Dzieci-imigranci, trudniący się taką, a nie inną profesją (?) nie zasługują przecież na uwagę wielkiego wymiaru sprawiedliwości. Jest jednak ktoś w tym mieście, kto postanowił położyć kres korupcji panującej wśród policji i przestępczości ogarniającej dzielnice Nowego Jorku. Theodore Roosevelt (późniejszy prezydent USA) powołał specjalną grupę, która miała schwytać mordercę. 


Najważniejszą osobą w grupie jest Laszlo Kreizler - w dzisiejszym rozumieniu - psychopatolog, wyśmiewany przez społeczeństwo za odważne tezy dotyczące ludzkiej psychiki. Z pomocą pierwszej kobiety pracującej w policji, dziennikarza i dwóch agentów wkrada się w zakamarki psychiki mordercy, próbując przewidzieć jego następny krok. W czasach, gdy daktyloskopia uważana jest za bajki - najlepszym dowodem jest przyłapanie na gorącym uczynku. Kreizler badając dokładnie ciała ofiar próbuje wczuć się w rozumowanie mordercy. Dzięki nieistotnym, na pierwszy rzut oka, wskazówkom powoli udaje mu się rozgryźć jego psychikę, która, zdaniem lekarza, ukształtowała się tak z winy przeżytych w dzieciństwie doświadczeń. Rozrysowując imaginacyjnego mordercę, na bazie różnic i podobieństw do innych, znanych już przypadków, rozgryza tożsamość sprawcy tylu okrucieństw. Udaje się w podróż do jego przeszłości, rozmawiając z jego najbliższymi wie, co powoduje jego czyny. Co więcej, znajduje dla nich zrozumienie. Człowiek wychowany w przemocy, okrucieństwie, drwinach i hipokryzji nie zna innych reakcji niż zadawanie bólu. 

Genialna książka obrazująca jak przeżycia z dzieciństwa, nawet te najwcześniejsze i najdrobniejsze, mogą gwałtownie wpłynąć na psychikę dorosłego już człowieka. Jak obraz matki i ojca przewija się w dorosłym życiu i rzuca cień na późniejsze doświadczenia i czyny. Jak dziecko niegdyś wyśmiewane, wykorzystywane i maltretowane odpłaca się tym samym w dorosłym życiu. Książka jest fascynująca i przerażająca jednocześnie. Opisy zbrodni przyprawiają nas o dreszcze, a jednocześnie w pewnym stopniu żal nam mordercy, który miał straszliwe dzieciństwo. Tu nic nie jest takie proste jak się wydaje. Mordercą nie jest psychopata czy bestia pragnąca krwi - mordercą jest dorosły mężczyzna, w którym ciągle tkwi bezbronne, skrzywdzone dziecko. 

Doskonały thriller psychologiczny, pokazujący pierwszego (?) profilera, a właściwie dopiero kształtowanie się tego stanowiska. Udowadniający, że zrozumienie jest prawdziwym kluczem do rozszyfrowania zbrodni. 

piątek, 13 grudnia 2013

21:37 - Mariusz Czubaj

Dwóch martwych kleryków. Uduszonych torebkami foliowymi. Na ustach mieli wymalowane szminką różowe trójkąty - znak identyfikujących homoseksualistów w obozach koncentracyjnych. A na plecach cyfry 21:37. Ta godzina może kojarzyć się tylko z jednym - z godziną śmierci papieża. Mało tego: klerycy po godzinach dorabiali jako męskie dziwki, stąd ich niezwykle drogie, wyłącznie oryginalne ubrania, a jeden z nich traktował seminarium wyłącznie jako azyl, gdyż był poszukiwany przez mafię. Znaki na ciele świadczą o tym, że byli torturowani. Czyżby wiedzieli zbyt dużo? A może to nowa misja, walcząca z kochającymi inaczej? Czyżby ktoś próbował wyczyścić seminarium z nieodpowiednich duchownych? 

Do akcji wkracza Rudolf Heinz - profiler, specjalista od opracowywania portretów psychologicznych przestępców, który równolegle prowadzi sprawę zmasakrowanych trupów kobiet. Każda z nich, po śmierci zadanej w bestialski sposób,  została specjalnie ułożona i wyposażona w odpowiednie rekwizyty - mające stanowić podpis mordercy. Czy Heinz poradzi sobie z tym zadaniem i ochroni następną ofiarę przed śmiercią? Zwłaszcza, że demony przeszłości, nie dają mu spokoju. 

Czy równocześnie rozwiąże zagadkę dziwnego seminarium, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach giną klerycy? Kto stoi za ich śmiercią? Co z tym wszystkim ma wspólnego sławny biznesmen? Czy śpiewający rektor chciał się pozbyć niewygodnych podopiecznych? A może to sprawka niezwykle oryginalnego wykładowcy, wyznającego buddyzm? W murach tego kościoła nic nie funkcjonuje tak, jak powinno, a bogaci darczyńcy ustalają własne zasady. 

Genialny pomysł na intrygę, fascynująca główna postać, wartka akcja, dynamiczne zwroty, ciekawe dialogi. Po przeczytaniu ma się jednak wrażenie obecności niepotrzebnych wątków, które nierozwinięte - nie wnoszą nic do akcji. Również samo zakończenie jest chyba trochę przekombinowane. Czytelnik spodziewa się narodowego spisku, brudów Kościoła, a tymczasem intryga leży bardziej w psychologii człowieka niż w wielkich przekrętach. 
Książkę jednak warto przeczytać. Choćby po to, aby przekonać się, że Polacy również potrafią pisać dobre kryminały. Może nie genialne, ale na pewno dobre! 

niedziela, 8 grudnia 2013

Skąd się wzięły nazwy miesięcy?

chomikuj.pl
Zastanawialiście się kiedyś skąd się wzięły nazwy miesięcy?

STYCZEŃ - dawniej nazywany: tyczeń, ponieważ na przełomie grudnia i stycznia nowym rok styka się ze starym rokiem;

LUTY - dawniej strąpacz lub sieczeń - od srogich mrozów dominujących w tym miesiącu;

MARZEC - po łacinie Martius, czyli miesiąc boga wojny - Marsa;

KWIECIEŃ - dawniej zwodzikwiat, miesiąc rozkwitających kwiatów;

MAJ - nazwa wywodzi się od Mai - rzymskiej bogini, matki ziemi i wzrastania;

CZERWIEC - prawdopodobnie nazywa pochodzi od wyrazu czerw, który oznacza larwę pszczoły;

LIPIEC - od lipy;

SIERPIEŃ - dawniej sirzpień lub stojączka, nazwa wywodzi się od używanego w czasie żniw - sierpa;

WRZESIEŃ - nazwa pochodzi o wrzosów; dawniej używano nazwy pajęcznik, gdyż kojarzył się on z babim latem;

PAŹDZIERNIK - od paździerzy, czyli suchych łodyg lnu;

LISTOPAD - nazwa pochodzi od spadających liści, listo-pad;

GRUDZIEŃ - w tym miesiącu mróz zamienia ziemię w zamarznięte bryły, czy grudzi - stąd też pochodzi nazwa ostatniego miesiąca. 

Sejf - Tomasz Sekielski

Artur Solski, doskonały dziennikarz śledczy i reportażysta DTV dostaje coraz bardziej trywialne tematy od prowadzącego, który obawia się, że afery wyciągane przez Solskiego spowodują utratę ważnych wpływów w środowiskach politycznych. Skierowany na Podlasie, aby zająć się miejscową znachorką, po drodze natrafia na zagadkowego trupa. Ciało zabitego jest całkowicie zdeformowane, a jego twarz oblana kwasem tak, aby nikt nie potrafił jej rozpoznać. Na miejscu od razu zjawiają się ludzie z Agencji Wywiadu, którzy przejmują sprawę zagadkowego trupa. Nie podoba się to zarówno inspektorowi nadzorującemu, jak również dziennikarzowi. Coś w tym jest podejrzanego. Zwłaszcza, że kamery DTV zarejestrowały rozmowę świadczącą o tym, że AW miała swój udział w śmierci znalezionego. Postanawiają przyjrzeć się bliżej tej sprawie. Niestety, każdy kto tylko próbuje się czegoś  dowiedzieć umiera! 

Sprawa trupa nakłada się z zamachem na polskiego ambasadora w Iraku i zabójstwie kilku polskich żołnierzy. Ktoś wyraźnie próbował się ich pozbyć ... I wbrew oficjalnym komunikatom - nie była to Al-Kaida. Przywódca grupy zamordowanych żołnierzy, przed śmiercią prosił przyjaciela, aby w razie jego zniknięcia, przekazał pewną przesyłkę jego żonie. Czyżby wiedział, że zginie? W paczce znajdowała się karta pamięci zawierająca zdjęcia i zaszyfrowana wiadomość. Szykuje się afera na skalę światową, w której główną rolę odegra Polska - jako najczarniejszy charakter! Czy prawda wyjdzie na jaw? W tym teatrze za sznurki pociągają ludzie, którzy nie cofną się przed niczym, aby dopiąć swego! Tym bardziej, że mają poparcie ... najważniejszych osób w Polsce! Kim był zagadkowy trup? Komu w Polsce naraził się ambasador, że musiał zginąć? Co ukrywają polskie władze? Czyżby ktoś w naszym kraju współpracował z mafią w Iraku? I co z tym wszystkim mają wspólnego nadciągające wybory na prezydenta RP? Artur Solski i inspektor Darki odkrywają przerażającą tajemnicę polskich władz. Muszą jednak liczyć się z najgorszym, jeśli chcą ją ujawnić. Zwłaszcza, że ktoś ma na nich poważnego haka. 

Rewelacyjna książka dokumentalisty i dziennikarza śledczego. Doskonały debiut, który natychmiast powinien zostać zekranizowany! Ta książka trzyma w napięciu do ostatniej strony. Wzbudza, gniew, smutek, współczucie. Zwłaszcza zakończenie może przyprawić nawet najtrwalszego czytelnika o ciarki. 

Na szczęście jest również druga część! Czy w Obrazie kontrolnym zostanie w końcu wymierzona sprawiedliwość?

piątek, 6 grudnia 2013

mikołajki i święty Mikołaj

www.kartki.pl
6 grudnia są mikołajki. Wiadomo! Ale nie każdy pamięta, że mikołajki należy pisać małą literą. Dlaczego? Gdyż nazwy obrzędów, zabaw i zwyczajów zapisujemy małą literą! Np. andrzejki, walentynki, dożynki, oczepiny. 

A co ze świętym mikołajem? W 2004 roku Rada Języka Polskiego ustaliła, że święty mikołaj (czyli ktoś, kto przynosi prezenty z okazji świąt) piszemy małymi literami! 
(Mój wujek co roku przebiera się za świętego mikołaja. 
6 grudnia do grzecznych dzieci przychodzi  święty mikołaj.)

Natomiast Mikołaj jako imię, oczywiście należy pisać wielką literą. 

A co z legendarną postacią Mikołaja, biskupa Miry? W tym wypadku piszemy: święty Mikołaj, tak jak np. święty Piotr.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Liczebniki zbiorowe

kolopol.blogspot.com
Liczebniki zbiorowe sprawiają użytkownikom języka sporo problemów. Kłopotliwe jest przede wszystkim tworzenie i poprawne użycie ich wielowyrazowych form. Być może dlatego, że obecnie są one rzadko używane. 


Na początek musimy pamiętać, że liczebników zbiorowych nie możemy utworzyć od: 
* zero,
* jeden,
* sto,
* tysiąc,
* milion,
* miliard,
* bilion;

Używamy wówczas liczebników głównych: parę, wiele, kilkoro. 

Liczebniki zbiorowe tworzymy z liczebników głównych połączonych z:
- nazwami niedorosłych ludzi bądź zwierząt, które w mianowniku liczby pojedynczej mają końcówkę -ę, np. dziewczę, kurczę, kaczę -> siedmioro dziewcząt, dwoje kurcząt, czworo kacząt
(nazwy niedorosłych ludzi bądź zwierząt, zakończonych w mianowniku na inną głoskę niż -ę, łączą się z liczebnikami głównymi, np. trzy dziewczynki, pięć kaczątek)
- z rzeczownikami, które występują w parach, np. dwoje uszu, dwoje oczu,
- z nazwami grup, w których występują osoby o różniej płci, np. ośmioro dzieci, Ich Troje,
- ze starymi frazeologizmami, np. Rzeczpospolita Obojga Narodów, dziesięcioro przykazań,
- z nazwami niektórych rzeczowników nieposiadających liczby pojedynczej (plurale tantum), np. czworo drzwi.

Liczebniki zbiorowe odmieniają się przez przypadki poszerzając temat o głoskę -g. Wyjątek stanowi mianownik, biernik i wołacz!
(dwoje, dwojga, dwojgu, troje, trojga, trojgu, siedmioro, siedmiorga, ośmioro, ośmiorga itd.)

W przypadku, gdy musimy odmienić klika cyfr, np. dwadzieścia dwa, oba człony przybierają postać liczebnika zbiorowego: dwadzieścioro dwoje, osiemdziesięcioro czworo, siedemdziesięcioro ośmioro, ale: sto troje, tysiąc pięcioro. Od tej zasady możemy jednak uwolnić mianownik, gdzie zarówno postać dwadzieścia dwoje jak i dwadzieścioro dwoje jest poprawna (w mianowniku postać liczebnika zbiorowego może przyjąć tylko ostatni człon). 



* Osobom mającym problemy z właściwą odmianą polecam gotowe wzory deklinacyjne dostępne tutaj.


Ile dzieci miał ojciec Wirgiliusz? :D


niedziela, 1 grudnia 2013

Poza zasięgiem - Hank Steinberg

Dziennikarz Charlie Davies w owładniętym przez reżim Uzbekistanie poznaje miłość swojego życia. Oboje przyjechali do tego kraju pomóc: on - pisząc artykuły na skalę światową o prawdziwej sytuacji kraju, ona - niosąc pomoc miejscowej ludności. Podczas jednej z demonstracji, uzbrojone wojsko - aparat reżimu, strzela z karabinów maszynowych do nieuzbrojonej ludności cywilnej. Giną tysiące ludzi. Charlie zostaje ranny, a Julie zaczyna przedwcześnie rodzić.

Spotykamy ich po 6 latach, żyjących na przedmieściach Los Angeles - rodzinę z dwójką dzieci. Po tragicznych wydarzeniach na placu postanowili na zawsze opuścić Uzbekistan i stworzyć dla swojego cudem uratowanego dziecka bezpieczną, szczęśliwą przyszłość. Nie wracając do wydarzeń sprzed 6 lat, starają się wygrać z monotonią miejskiego życia. Julie - żądna przygód, pragnąca zrobić coś wielkiego dla świata, dusi się w przytulnym domku nad przedmieściach i zaczyna w tajemnicy niebezpieczną grę. Wkrótce zostaje w niewiarygodnych okolicznościach porwana. Policja początkowo podejrzewa męża. Uważają, że kobieta zaczęła zdradzać Charliego, a on przygnieciony ciężarem rogów, postanowił coś z tym zrobić. Okazuje się jednak, że to nie było zwykłe porwanie, a jego żona wkroczyła na cienki lód, zadzierając z jedną z największych mafii na świecie. 

Mimo bólu spowodowanego jej kłamstwami - Charlie postanawia odnaleźć żonę. Tropy prowadzą go do Uzbekistanu. Po raz pierwszy od 6 lat musi wrócić do kraju, w którym tak wiele przeżył, musi spojrzeć w oczy ludziom, którym obiecał pomoc, a których zostawił, musi jeszcze raz stanąć na placu, z którego ledwo uszedł z życiem. A przede wszystkim musi zmierzyć się z prawdą o swojej żonie, kobiecie, którą kocha i której bezgranicznie ufał. Czy przyprowadzi matkę swoich dzieci do domu? Czy zapobiegnie katastrofie na skalę światową? Czy samotny cywil pokona uzbrojoną po zęby, wyszkoloną armię terrorystów?

Książka od pierwszych stron trzyma w napięciu. Filmowe sceny, ciekawy wątek, dynamiczna akcji. Autor niezwykle precyzyjnie oddaje atmosferę kraju ogarniętego reżimem. Opisuje przerażające tortury i zmasakrowane zwłoki ludzi, którym nie spodobał się system w jakim żyją. Przedstawia osobę dyktatora, pochłoniętego zarabianiem pieniędzy, który nie przejmuje się tym, że za murami jego posiadłości dzieci umierają z głodu. Aparat terroru, który bezwzględnie zabija każdego, kto przestał im być potrzebny. A tło tego wszystkiego stanowią ludzie, którzy jeszcze wierzą w lepsze jutro. Mimo straty bliskich, morzu trupów, nawałnicy przemocy i bestialstwa, postanawiają zaryzykować walcząc z niepokonaną, uzbrojoną armią. Książka będąca połączeniem thrillera, z pełną nadziei i idealizmu historią. Jednym słowem - debiut idealny. 

piątek, 29 listopada 2013

Obraz kontrolny - Tomasz Sekielski

Artur Solski wychodzi ze szpitala psychiatrycznego. Przestaje widzieć zmarłą żonę i dzieci. Postanawia zacząć wszystko od nowa, jednak operacja "Nabucco" nie daje mu spokoju. Chce, aby winni ponieśli karę! Zamiast rehabilitacji - rozpoczyna śledztwo. 

Nie wie, że jego pobyt w szpitalu był sterowany i, że po wyjściu na wolność obserwują każdy jego krok. Naraził się ludziom, którzy nie zapominają. I Solski zdaje sobie z tego sprawę, jednak gdy człowiek nie ma już nic do stracenia - gotowy jest na wszystko. Z pomocą swojego przyjaciela Rokity postanawia odzyskać utracone materiały i wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę, Nie wie jednak, że Rokita jest kretem, a wszystkie materiały zostają mu podstawione. Pułkownik Wyrwicki z Agencji Wywiadu czuwa, aby jego machlojki nie ujrzały światła dziennego! Handel bronią, narkotykami, ropą, agencja ekskluzywnych prostytutek i układ z izraelską mafią - a to wszystko w wykonaniu szefów Polskiej Agencji Wywiadu!

Znakomita kontynuacja Sejfu z niesamowitym zakończeniem. Doskonałe retrospekcje, genialna intryga, dowcipne i inteligentne dialogi. Czasami jednak czytelnik ma wrażenie zagubienia - nadmiar nazwisk, afer, powiązań - nie wiadomo kto jest po czyjej stronie. Ale czyż nie tak funkcjonuje prawdziwa mafia?

Gdyby książka została wydana w Stanach Zjednoczonych, wytwórnie filmowe biłby się o prawa do ekranizacji. W Polsce ambitne, mocne kino jest towarem ekskluzywnym, spod lady. Kręćmy więcej głupich komedii, w których co parę sekund lecą kurwy i inne niecenzuralne słowa, albo programów typu "Trudne sprawy"....
Jakie potrzeby odbiorcy - taki rynek. 

sobota, 23 listopada 2013

Dwanaście prac Herkulesa

Herkules Poirot postanawia zakończyć swoją detektywistyczną karierę i zająć się uprawą dyń na wsi. Chce jednak odejść w typowo herkulesowym stylu. Postanawia, jak jego mitologiczny imiennik, wykonać dwanaście zadań wieńczących karierę najsławniejszego detektywa.


Od lewa z Nemei do pojmania Cerbera, wszystkie kryminalne zagadki mają iście mitologiczną symbolikę. Zadania są ciekawe dla detektywa, choć diametralnie różne od tych, których się podejmował dotychczas. Herkules musi znaleźć źródło plotek i sprawić, aby przestały być rozsiewane, odszukać niewierną kochankę, zaginionego psa, rozprawić się z handlarzami narkotyków i dzieł sztuki, udowodnić, że narzeczony pewnej damy wcale nie jest chory psychicznie i oczyścić stajnie Augiasza, we współczesnym stylu. Sprawy są krótkie i nieco trywialne. Czytelnik nie ma czasu na wsiąknięcie w fabułę i samodzielne poszukiwanie zbrodniarza. Choć zakończenia są - w stylu królowej - nieoczekiwane, całość nie wzbudza szczególnego zachwytu. Dobrze się składa, że Poirot szybko znudził się hodowlą dyń i wrócił do zawodu, bo takie zakończenie kariery nie spełnia oczekiwań czytelnika. 

Dla stałych, wiernych czytelników książka jest miłym odpoczynkiem. Rozpoczynającym przygodę z królową, na początek poleciłabym coś innego. 

piątek, 22 listopada 2013

Męk czy mąk?

Pytanie wydaje się proste, jednak odpowiedzi są różne. Zastanawiamy się nad tym czy mówimy rąk czy ręk? No właśnie! Tak samo odmienia się męka

PrzypadekLiczba pojedynczaLiczba mnoga (z formami dawnej liczby podwójnej)Liczba pojedynczaLiczba mnoga
Mianownikrękaręcemękamęki
Dopełniaczrękirąkmękimąk
Celownikręcerękommęcemękom
Biernikrękęręcemękęmęki
Narzędnikrękąrękoma lub rękamimękąmękami
Miejscownikręcerękachmęcemękach
Wołaczrękoręcemękomęki
Źródło tabeli: http://pl.wikipedia.org/wiki/Gramatyka_j%C4%99zyka_polskiego

Dlaczego jest gęba-gąb, ręka-rąk, męka-mąk, ale szczęka-szczęk, wnęka-wnęk?

Przyczyn jest wiele. Język polski przez lata ulegał przemianom. Jeśli chodzi o historię samogłosek nosowych, na ich ukształtowanie miały wpływ m.in. budowa sylab, iloczas, sąsiedztwo fonetyczne, geneza nosówki, zwyczaj językowy, czy chociażby analogie. 

Profesor Krystyna Długosz-Kurczabowa z Uniwersytet Warszawskiego uważa, że "każdą oboczność samogłosek nosowych (lub ich brak) należy rozpatrywać osobno, ustalając, w jakim stopniu są one umotywowane rozwojem historycznym, a w jakim – innowacjami artykulacyjnymi i frekwencją występowania."

Wniosek? Musimy zapamiętać, że męka odmienia się jak ręka!

środa, 20 listopada 2013

Samotny dom - Agata Christie

Właścicielka zabytkowego, ogromnego domu Nick, cztery razy ledwo unika śmierci. Obawiając się kolejnego zamachu prosi o pomoc Herkulesa Poirota.

Poluzowane hamulce w samochodzie, upadek ciężkiego obrazu, stoczenie się skał, kula przebijająca kapelusz, czy to nie za wiele na zwykły zbieg okoliczności? 
Dziedziczka za każdym razem uchodzi z życiem, jednak w przyszłości może już nie mieć takiego szczęścia! Jej kuzynka, a zarazem przyjaciółka, która ma się nią opiekować ginie od strzału z pistoletu. Czyżby kula była przeznaczona dla kogoś innego? Co do tego nie mamy wątpliwości. Jednak u Agaty Christie nic nie jest takie, jak się wydaje. Zarozumiały i pewny siebie Herkules Poirot stara się znaleźć odpowiedzi na mnóstwo nurtujących go pytań: kto jest uzależniony od kokainy, kim są Australijczycy mieszkający w domku gościnnym i dlaczego kobieta jeździ na wózku inwalidzkim, skąd u syna ogrodnika umiłowanie krwi i zarzynania, kto dziedziczny po Nick i kim jest jej tajemniczy narzeczony, który na dodatek zaginął? Czy Herkules Poirot rozwiąże zagadkę? Czy fakt zamordowania kuzynki Madzi na jego oczach całkowicie odbierze mu zdolność logicznego myślenia? Czyżby zanosiło się na pierwszą porażkę sławnego detektywa? 

wtorek, 19 listopada 2013

Zabójstwo Rogera Ackroyda - Agata Christie

Książka Zabójstwo Rogera Ackroyda Agaty Christie została uznana za najlepszy kryminał wszech czasów! I nie ma co się dziwić: książka jest genialna! Czy ktoś chociaż przez chwilę mógł pomyśleć, że zabił... Nie zrobię Wam tego! Sama nieopatrznie w książce Rogera Caillois  Odpowiedzialność i styl przeczytałam nazwisko mordercy i zepsułam sobie całą zabawę! A szkoda, bo z pewnością odłożyłabym książkę z bijącym sercem i wypiekami na twarzy.

Zabójstwo było dość zagadkowe, gdyż każdy jednocześnie miał alibi i motyw. Siostrzenica potrzebująca pieniędzy, syn tonący w długach, lokaj mający niejeden grzeszek na sumieniu, przesadnie ułożona służąca, histeryczna bratowa czy szantażysta niedoszłej żony! Zbrodnia wydaje się idealna, zabójca bowiem zadbał, aby mieć co do sekundy wyliczone alibi. Ale przesadna ostrożność wcale nie jest najlepszym rozwiązaniem, zwłaszcza, że w przypadkach zbrodni absolutnej niezwykle istotne są niuanse, drobne, na pierwszy rzut oka, nieistotne szczegóły, jak przesunięty fotel czy zamknięte okno, mogą doprowadzić do rozwiązania zagadki.

Mylne tropy, logiczna zagadka, fantastyczna fabuła oddają ducha mistrzowskiej kryminalnej szarady. 

czwartek, 14 listopada 2013

Dzień kłamstwa

Jakie zagadki kryją w sobie archiwa IPN-u? Na pewno niezgłębione. Czy warto wyciągać na wierzch sprawy, o których w gruncie rzeczy nie mamy pojęcia? Czy możemy kogoś oceniać, nie znając czasów, w którym przyszło mu dokonywać wyborów?


Autor opisuje atmosferę lat 50. i 80. w Polsce. Nie będę oceniać książki pod względem historycznym, bo nie czuje się na siłach, nie mam odpowiednich kompetencji do wyciągania tego typu osądów. Nie będę również pisać o czasach stanowiących tło fabuły. W końcu, nie będę streszczać ani recenzować książki, bo nie chcę jej ograbić. Autor porusza problemy zarówno kata i ofiary. W pewnym momencie jest nam nawet bardziej żal kata - człowieka, który tak głęboko wierzył w nowy system, w swoje racje, że nie cofnął się przed niczym. Widzimy również upadek ideałów, a tym samym upadek człowieka, który w nie wierzył. Jak mamy go osądzić? Możemy jedynie wyobrazić sobie tamte czasy i nas - oczywiście jako bohaterów - ale nie wiemy, jakiego wyboru byśmy dokonali. Nie znamy tamtych realiów. Nie wiemy jak to jest, gdy torturują i mordują nam bliskich, bądź gdy sami jesteśmy w niebezpieczeństwie. Czy bylibyśmy w stanie zaryzykować, czy wybralibyśmy łatwiejszą drogę. A może to my wcielilibyśmy się w katów? Czy patriotyzm pokonałby strach i potrzebę bezpieczeństwa? 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Odmiana nazwisk

http://www.mmsilesia.pl/blog/entry/226989/
Tak+czy+owak+-+w+Polsce+rz%C4%85dzi+Nowak.html
Ogólna zasada języka polskiego głosi, że nazwiska należy odmieniać. Niektóre z nich mogą jednak dostarczyć nie lada kłopotów podczas odmiany!

Jeśli to możliwe, starajmy się przyporządkować wybrane nazwisko do odpowiedniego wzorca odmiany, uwzględniając: zakończenie nazwiska czy płeć. 

Nazwiska kobiet
Żeńskie nazwiska zakończone na -a, -ska, -cka, -dzka, -ewa, -owa odmieniają się jak przymiotniki: Konopnickiej, Chmielewskiej, Brzozowskiej.


Nazwiska zakończone na -ówna, -anka odmieniają się jak rzeczowniki


Nazwiska męskie
- zakończone na -a, -o odmieniają się jak rzeczowniki pospolite,
- zakończone na -e, -i, -y, po których występują nieme -s lub -x odmieniają się jak przymiotniki,
- zakończone na spółgłoskę odmieniają się jak rzeczowniki pospolite,
- niektóre nazwiska mogą mieć dwa warianty odmiany, np. Dąb-Dąba (Dęba), Kocioł-Kocioła (Kotła)
* nie odmieniamy nazwisk:
- zakończonych na -ła, akcentowaną samogłoskę, 
- możemy nie odmieniać nazwisk zakończonych na -e występujących jako składniki podrzędne w połączeniach z imieniem, tytułem, zawodem, np. Napoleona Bonaparte lub Napoleona Bonapartego. 



Nazwiska w liczbie mnogiej
- zakończone na spółgłoskę bądź samogłoski -a, -e, -o odmieniają się tak, jak rzeczowniki i otrzymują końcówkę -owie,
- nazwiska o formie przymiotnikowej otrzymują końcówkę -i, -y (Borowy-Borowi)


W nazwiskach dwuczłonowych odmieniamy oba człony, chyba że składają się z członu przymiotnikowego, wówczas pierwszy człon pozostaje bez zmian. Jeżeli pierwszy człon nazwiska jest herbem bądź przydomkiem również pozostaje niezmienny. 




niedziela, 10 listopada 2013

Gwoźdźmi czy gwoździami? Gałęźmi czy gałęziami?

http://www.tapeta-opadajace-zachod-galezie-slonca.na-pulpit.com/
Która forma jest poprawna gałęźmi czy gałęziami, gwoźdźmi czy gwoździami, liśćmi czy liściami? 

Wszystkie rzeczowniki liczby mnogiej w narzędniku mają końcówkę -ami!

Jednak, jak to bywa w języku polskim: są wyjątki od tej zasady.

(wyłącznie!) końcówkę -mi mają rzeczowniki: dziećmi, braćmi, liśćmi, gośćmi, ludźmi, księżmi, pieniędzmi, przyjaciółmi, nićmi, dłońmi, kośćmi (ale: dobry z kościami!).


Możemy użyć zarówno -mi, jak -ami w rzeczownikach: gwoźdźmi/gwoździami, gałęźmi/gałęziami, sańmi/saniami, gęśmi/gęsiami, ośćmi/ościami, skrońmi/skroniami. 


Ciekawostką jest fakt, że zachowały się trzy archaiczne formy: przed laty, innymi słowy, dawnymi czasy.

piątek, 8 listopada 2013

Meczy czy meczów?

sport.tvp.pl
W tym wypadku sprawa nie jest taka prosta. Poprawna forma to oczywiście meczów, jednak profesor Miodek dopuszcza meczy

Skąd wariantywność?
Obecnie obserwuje się zanik końcówki -ów na rzecz -i/-y. Więcej użytkowników wybierze formę słuchaczy, niż słuchaczów, arkuszy, niż arkuszów. Możemy przecież powiedzieć zarówno tramwai, jak i tramwajów (z tym że ta druga forma będzie staranniejsza). 

Wracając do meczy, możemy wyraz ten uznać za poprawny. Spółgłoski tj. c, dz, cz, dż, sz, rz oraz ż były kiedyś miękkie (zakończone na -i, np. koni, gości). W niektórych wypadkach uległy stwardnieniu i stąd przejście końcówki -i w -y, np. nocy, rzeczy, wierszy. Pod tę zasadę możemy również podpiąć sporne meczy.* W jeszcze innych przypadkach, zachowała się wyłącznie końcówka -ów, (stróżów, pajaców, widelców, a nie: stróży, pajacy, widelcy).

Profesor Miodek dopuszcza zatem poprawność formy meczy, jednak w słownikach wciąż figuruje jedynie meczów, aby więc uniknąć sporów, bezpieczniej jest używać tej drugiej formy. 


* mowa tu o długich procesach, zachodzących w naszym języku, najprościej można stwierdzić, że rzeczowniki twardotematowe w dopełniaczu kończą się na -ów, miękkotematowe na -i/-y, jednak ewolucja językowa nadal trwa i w przypadku spółgłosek c, dz, cz, dż, sz, rz, ż możemy mówić o obocznościach. 

środa, 30 października 2013

Karnawałowych bali czy balów?

Ostatnio, robiąc korektę tekstu, natrafiłam na zdanie "Zbliża się sezon bali karnawałowych". Trochę mnie to rozśmieszyło. Oczyma wyobraźni widziałam drewniane bale, karnawałowo udekorowane. Po chwili, doszłam do wniosku, że autor nie zdawał sobie sprawy, jak poważny błąd popełnił. Forma, której użył całkowicie zaburzała komunikację. 

Postanowiłam zapytać znajomych, która z form jest poprawna: sezon karnawałowych balów czy sezon karnawałowych bali. Garstka z nich oburzyła się, że zadaję im tak banalne pytanie. Reszta wahała się, którą formę wybrać ...


Zasada jest prosta:

Gdy mówimy o balach karnawałowych, używamy formy BALÓW
www.sylwesteroferty.p


Natomiast, gdy mamy na myśli bale drewna, mówimy BALI.
www.bank-zdjec.com



niedziela, 27 października 2013

Ona już nie wróci, Hans Koppel

Zastanawialiście się kiedyś, jakby to było oglądać swoje życie na ekranie monitora? Sprawdzić co robi rodzina, najbliżsi w danej chwili? Ylva doświadczała tego przez ponad półtora roku. Na ekranie telewizora oglądała jak jej rodzina zmaga się z bólem po jej utracie. 

Młoda kobieta wracając z pracy wsiadła do samochodu, którego kierowca oferował podwiezienie do domu. Już nikt więcej jej nie zobaczył. Mąż początkowo myśląc, że kobieta jest u kochanka, nie angażował się w poszukiwania. Jednak nikt jej nie widział. Wyszła z pracy i ślad po niej zaginął! Wielomiesięczne poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu, nie znaleziono ani kobiety, ani jej ciała. A najgorsze, że policja podejrzewała tylko jej męża! Typowa rodzinna tragedia spowodowana impulsem. Wielokrotnie zdradzany i poniżany nie wytrzymał... Ukrył ciało, a następnie odgrywał rol zrozpaczonego i kochającego męża. Prawda okazała się jednak dużo bardziej przerażająca. 

Kobieta przez wiele miesięcy była brutalnie gwałcona i wykorzystywana. Zamknięta w dźwiękoszczelnej piwnicy, 10 metrów od własnego domu oglądała na ekranie monitora jak jej mąż i córka rozpaczliwie próbują ją odnaleźć i jak z czasem jej miejsce zajmuje inna kobieta. Przyzwyczajona do swojego oprawcy, zdała sobie sprawę. że będzie żyła tak długo, jak będzie dla niego atrakcyjna i przydatna. Stroiła się i malowała, a gdy mężczyzna przez kilka dni jej nie gwałcił czuła się samotna. Przetrzymywana w malutkim pomieszczeniu tęskniła za kontaktem z człowiekiem, jakimkolwiek kontaktem... A gdyby tego było mało, jej mąż początkowo nie mogąc poradzić sobie z jej brakiem chodził na terapię do psychiatry, nie wiedząc, że własnie ten psychiatra kryje się za zniknięciem jego żony... 

Dlaczego wybrał akurat ją? Co doprowadziło znanego i szanowanego lekarza do tak brutalnych czynów? Okazało się, że Ylva wcale nie była taka święta jak wszyscy myśleli. A psychiatra po prostu wyznawał zasadę oko za oko, ząb za ząb. Wiele lat temu jego córka została trzykrotnie zgwałcona na oczach Ylvy przez jej bliskich kolegów. Co więcej, Ylva zagroziła, że gdy dziewczyna komuś o tym powie, rozpowiedzą, że jest zwykłą dziwką, zaliczającą kilku chłopaków jednej nocy. Dziewczyna nie mogąc uporać się z tym psychicznie, popełniła samobójstwo. 

Książka przerażająca i genialna jednocześnie. Doskonała pod względem psychologicznym, obrazująca syndrom sztokholmski. Pełna nierozstrzygalnych dylematów moralnych. Czy można winić męża, że tak szybko próbuje  ułożyć sobie życie po zaginięciu marnotrawnej żony? Czy czytelnika może oburzać jego euforia wiążąca się z zakochaniem, podczas gdy jego żona kawałek od domu jest brutalnie gwałcona? Przecież to ona go zdradzała i oszukiwała, to ona traktowała związek z nim jak nudny obowiązek. A jednak mężczyzna bardzo szybko zrezygnował z poszukiwań i to może denerwować bardziej niż jej zdrady! Kto jest tym złym? Kobieta, która "pokutuje" za swój szczeniacki wybryk? Czy zrozpaczony ojciec, który próbuje pomścić zmarłą córkę? Czy zasada oka za oko ząb za ząb jest najlepszą formą oczyszczenia? Czy zemsta jest w stanie ukoić ból? Książka kryje w sobie wiele pytań, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Czy  w tym wypadku można powiedzieć, że zasada oko za oko, uczyni cały świat ślepym? 

poniedziałek, 14 października 2013

Księgarni czy księgarń?

źródło: nakanapie.pl 
Idziemy do dwóch księgarni? A może idziemy do dwóch księgarń?

Dopełniacz liczby mnogiej to księgarni czy księgarń?

Obie formy są poprawne!
Dlatego możemy używać ich zamiennie. Jednak większość użytkowników preferuje tę pierwszą formę.


piątek, 11 października 2013

Inferno – Dan Brown

Dan Brown – najsłynniejszy pisarz na świecie. Jego odważne thrillery nie raz wstrząsnęły światem. W Kodzie Leonarda da Vinci szokuje wiernych historią potomstwa … Jezusa. W Aniołach i Demonach odkrywa mroczną politykę Watykanu i jej zbrodnie, dokonywane zawsze w białych rękawiczkach. W Zaginionym Symbolu odkrywa tajemnice loży masońskiej. Teraz przyszła kolej na czwartą powieść z udziałem symbolisty – Roberta Langdona, również szokującą.




9 października – wtedy do polskich księgarni trafiła najnowsza książka mistrza thrillerów. Od samego otwarcia po książkę ciągnęły tłumy. Z każdej strony klienta atakowały plakaty INFERNO. Nic dziwnego, w końcu najwięksi fani Browna czekali na ten dzień od lat.
Główny motyw książki fanatykom pisarza jest już znany. Miliony symboli ukrytych w działach mistrzów, których rozszyfrowanie wstrząśnie światem. Tym razem Brown ustąpił miejsca sztuce na rzecz literatury. Boska komedia Dantego, dzieło znane nawet laikom. Piekło, Czyściec, Raj. Etapy wędrówki ku oczyszczeniu. Kręgi piekielne przedstawiające przerażające wizje grzeszników. Zderzają się z żyjącym współcześnie szaleńcem, który próbuje urzeczywistnić wizję mistrza.
Robert Langdon budzi się w szpitalu we Florencji. Okazuje się, że ktoś próbował go zabić. Został postrzelony w głowę. Ale nie to jest najgorsze. Naukowiec stracił pamięć! Nie pamięta skąd wziął się we Florencji, dlaczego szuka go międzynarodowa policja, dlaczego ukryty w jego marynarce radioaktywny pojemnik otwiera się wyłącznie na jego linię papilarne i czemu amerykańska ambasada nasłała na niego zabójcę! Ostatnim jego wspomnieniem jest spacer po kampusie uniwersytetu, na którym wykłada… na innym kontynencie. Z pomocą lekarki szpitala udaje mu się umknąć przed zamachowcem. Od tej pory rozpoczyna walkę na śmierć i życie. Nie tylko swoje, ale także całego świata! Dzięki wizjom, które go nawiedzają, wie gdzie ma szukać wypełnienia dla luk w pamięci. A jedyne słuszne rozwiązanie wiedzie przez kręgi piekieł Dantego. Langdon jako symbolista wie, że Dante w swoim utworze ukrył drugie dno – dopiero jego poznanie może ocalić świat. Dlaczego? Światowej sławy genetyk odkrył, że liczba ludzi na świecie wzrasta w postępie geometrycznym. W wyniku czego populacja wzrośnie tak gwałtownie, że na ziemi zabraknie surowców naturalnych i ludzie zaczną walczyć między sobą o przetrwanie i … w końcu wyginą. Aby temu zapobiec stworzył strasznego wirusa, który doprowadzi do zagłady połowy ludzkości! Wskazówki miejsca, w którym ukrył wirusa zawarł w … pieśniach z Piekła Dantego.
Genialna intryga, wymieszana ze sztuką oraz zawrotna akcja, całkowicie w stylu Dana Browna. Jak w poprzednich jego książka, nie wiadomo kto tak naprawdę jest dobry, a kto zły. Kto stoi po stronie Langdona, a kto próbuje go wykorzystać, w celu spełnienia swoich mrocznych wizji. Tym razem jednak Dan Brown przeszedł samego siebie. Przez całą książkę bawi się z czytelnikiem w kotka i myszkę. Gdy już wydaje się, że zagadka została rozwiązana, wszystko okazuje się iluzją i akcje kreowana jest od początku, na zupełnie innych zasadach. A co najgorsze, tym razem Robertowi nie udaje się udaremnić planu szaleńca. Po raz pierwszy Langdon się spóźnia. A nierozwiązana zagadka zamieni Ziemię w PIEKŁO.


sobota, 5 października 2013

Co z tym apostrofem?

http://wiedzanieboli.blogspot.com
Jak się okazuje w praktyce, apostrof (') jest jednym ze znaków graficznych sprawiających Polakom niezwykłą trudność.

Kiedy go wstawiamy? 
Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na trzy przypadki.


1. Gdy wyraz obcy zakończony jest e niemym (czyli niewymawianym), a uzupełnienie go polską końcówką nie zmienia jego końcowej spółgłoski, np.
college, college'u, college'owi, college'em itd.
Wilde, Wilde'a, Wilde'owi, Wilde'em. 

Jeśli końcówka spółgłoskowa zmienia się, apostrofu nie stosujemy!
( np. o Wildzie)

Tę regułę stosujemy również w przypadku francuskich imion i nazwisk zakończonych es niemym (Combes, Combes'a).


2. Gdy wyraz obcy kończy się na y, a końcówka polska jest przymiotnikowa, np.
Kennedy, Kennedy'ego, Kennedy'emu.

Jeśli końcówka zaczyna się literą y, to nie stosujemy apostrofu! (a y nie podwajamy)
np. Kennedych, Kennedym. 

Bez apostrofu zapisujemy nazwiska, w których końcowe y wymawiamy jako j, np.
Boy, Boya, 
Disney, Disneya.


3. Gdy wyraz obcy zakończony jest literą spółgłoskową niewymawianą, a końcówka jest właściwa przymiotnikom, np.
Rabelais, Rabelais'mu, Rabelais'go. 

W tym przypadku w końcówce pomijamy literę e.





środa, 2 października 2013

Kawałek tortu czy kawałek torta?

www.abcgospodyni.pl 
Jedna z czytelniczek zwróciła uwagę na bardzo ważną rzecz: odmianę rzeczownika tort.

Coraz częściej możemy usłyszeć: Kroję torta, Poproszę o kawałek torta. Podczas gdy prawidłowe formy to: tort, toru (Kroję tort - dlaczego? ponieważ rzeczowniki nieżywotne mają biernik równy mianownikowi, w tym przypadku końcówkę zerową; Poproszę o kawałek tortu).

Problem ten został doskonale wyjaśniony tutaj.



poniedziałek, 30 września 2013

Chłopacy

Pewnie wywołam wielkie zdziwienie pisząc, że forma chłopacy jest poprawna. 
Mimo że wiele osób uważa ją za błąd, liczba mnoga od słowa chłopak to zarówno chłopaki jak i chłopacy. 


Jak pisze profesor Mirosław Bańko:
"Słowniki nie mają do niej (formy chłopacy) zastrzeżeń. Zauważmy, że formy chłopaki używa się w kontekstach niemęskoosobowych (Te głupie chłopaki mnie przezywały), drugiej zaś w męskoosobowych (Ci głupi chłopacy mnie przezywali). Obie formy są więc potrzebne.
Zamiast chłopacy można by mówić chłopcy (od rzeczownika chłopiec), ale w niektórych sytuacjach forma chłopcy wydaje się zbyt infantylna."



kulturawnarodzie.pl 

Bardzo mało osób wie o poprawności tej formy i w dalszym ciągu jest ona ostro tępiona na różnych formach internetowych i blogach.

piątek, 27 września 2013

Nocny marek

memy.pl 
Wiecie skąd wzięło się powiedzenie "nocny marek"? Bynajmniej nie chodzi o żadnego legendarnego Marka. 

Marek (pisane małą literą) to pokutująca dusza; nazwa wywodzi się do mary

Obecnie nocnym markiem nazywamy osobę, która pracuje w nocy; nocą wykonuje czynności, które normalni ludzie robią w dzień. 

wtorek, 24 września 2013

Na ratunek – Nicholas Sparks

Kyle jest prześlicznym czteroletnim chłopcem. Bardzo spokojnym jak nas swój wiek. Wielu powie: aż za spokojnym. Nie wynika to jednak z natury chłopca czy sposobu wychowania… Kyle ma ogromne problemy, które nie pozwalają mu żyć tak, jak innym dzieciom.

Czterolatek ma bardzo poważne problemy z rozumieniem i przyswajaniem mowy. Lekarze zdiagnozowali u niego już wszystko: autyzm, głuchotę, dysleksję i kilka(set)naście innych, skomplikowanych trudności. Żaden jednak nie jest w 100% przekonany o słuszności swojej diagnozy, a już na pewno, nie wie jak chłopcu pomóc. Jego matka poświęca wszystko, aby chłopiec mógł żyć normalnie: rzuca pracę, ćwiczy z nim godzinami, przenosi się do innego miasta, z dala od przyjaciół i znajomych z pracy. Powoli Kyle robi postępy, jednak całkowity przełom w jego mowie następuje w momencie, gdy w tragicznych okolicznościach poznaje Taylora – strażaka ochotnika. Po raz pierwszy w życiu chłopiec ma prawdziwego przyjaciela, który akceptuje go takim, jaki jest. Bawi się z nim, uczy nowych rzeczy, a przede wszystkim wykazuje cierpliwość w porozumieniu się. Co więcej, Taylor również zbliża się do matki chłopca. Wszystko zaczyna się cudownie układać, po czym mężczyzna powoli wycofuje się z życia chłopca i unika jego matki. Dręczony wyrzutami sumienia za śmierć własnego ojca uważa, że nie ma prawa być szczęśliwy. Co tak naprawdę się wydarzyło? Dlaczego demony przeszłości ciągle nękają Taylora? Czemu mężczyzna tak naprawdę został strażakiem? I po co podejmuje się niewykonalnych akcji ratunkowych, balansując na krawędzi życia i śmierci? Czy musi dojść do tragedii, aby mężczyzna przestał żyć błędami przeszłości?

Nicholas Sparks doskonale przedstawia dramat chłopca wychowującego się bez ojca. Historię matki uparcie walczącej o normalny rozwój własnego dziecka. Miłość, która nie ma łatwej drogi. A przede wszystkim walkę o szczęście i próbę wyzwolenia się z przytłaczającego poczucia wina za śmierć bliskiej osoby. Jak zwykle nie obejdzie się bez łez i wzruszenia, gdyż mistrz romantycznych historii uwielbia żonglować emocjami czytelnika. I wychodzi mu to naprawdę doskonale. 

poniedziałek, 23 września 2013

Pochmurno czy pochmurnie?

demotywatory.pl
Mówimy: dzisiaj jest pochmurno, czy dzisiaj jest pochmurnie

Możemy powiedzieć i tak i tak, gdyż obie formy są poprawne. 

Przysłówki od przymiotników zakończonych na -ny tworzymy za pomocą przyrostka -e lub -o. Z tym że przyrostek -e występuje częściej. 

Zdarza się również tak, że występują formy oboczne, jak w przypadku wyrazów: pochmurno i pochmurnie, wtedy używamy ich wymiennie.

Taka sama zasada obowiązuje w przypadku przymiotnika mroźny. Możemy powiedzieć, że jest mroźno lub mroźnie. 

sobota, 21 września 2013

Spójnik "natomiast"

Bardzo często spotykam się z nieprawidłowym użycie spójnika natomiast. 
Np. W latach 2009-2011 pracowałem w ..., natomiast w latach 2011-2012 w... (przykład zaczerpnięty z życiorysu).

Spójnik NATOMIAST jest jednym z wyznaczników zdania współrzędnie przeciwstawnego. Zatem należy go używać, w przypadku wyrażeń stanowiących przeciwieństwo, np. Wszyscy jutro idą do kina, ja natomiast postanowiłam zostać w domu. Mój brat bardzo często choruje, natomiast ja stanowię okaz zdrowia. 

Należy również pamiętać, że używanie natomiast jako spójnika wprowadzającego dopowiedzenie jest błędne. 

Torebki i klątwy

Bestseller NY Times. Książka polecana przez wiele portali zajmujących się literaturą, kulturą, kryminałem. Jednym słowem – reklama pierwsza klasa. Szkoda tylko, że na reklamie klasa się kończy.


Główną bohaterką książki jest Haley Randolph – pracująca, a raczej obijająca się w jednej z sieci sklepów, które należą do jej (podkreślam, bo to ważne) oficjalnego chłopaka. Haley jest odzwierciedleniem typowej głupiutkiej blondynki. Zaczęła studia, ale po co tracić czas na ich kontynuowanie skoro i tak będzie musiała pracować. Dorabia w wielkim centrum handlowym, gdzie godziny pracy spędza na zapleczu popijając napoje energetyczne i wcinając tony batonów. Jej jedynym zajęciem jest kupowanie unikatowych torebek, prosto od projektantów. I właściwie tego dotyczy książka: poszukiwania Przepysznej – tak nazywa wymarzoną torebkę. Gdzieś w tle jest klątwa, dwa morderstwa, o które nawiasem mówiąc jest podejrzana i odkrywanie UFO.
Płytkie dialogi, rodem z amerykańskiego serialu dla nastolatek. Akcja dotycząca poszukiwania mordercy może i byłaby ciekawa, ale postać płytkiej Haley, która jest zdziwiona, gdy faceci nie rzucają się na nią, a dziewczyny żyją czymś innym niż kupowaniem torebek psuje całą lekturę.

Jedna z recenzji zapowiadała: „Kryminał, jakiego jeszcze w Polsce nie było” i faktycznie, w Polsce tak słabego kryminału jeszcze nie było. Nie wiem nawet czy można to nazwać kryminałem, chyba że poszukiwanie torebek jest zajęciem na krawędzi bezpieczeństwa?

czwartek, 19 września 2013

Po prawo, po lewo, po równo

pl.123rf.com
Zadziwia mnie popularność wyrażeń po prawo, po lewo. Stanowią one przecież błędne skrzyżowanie wyrażeń: na lewo/na prawo oraz po lewej/po prawej stronie.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda z wyrażeniem po równo, które przez wiele osób niesłusznie traktowane jest jako błędne.

Przyimek po w związkach oznaczających sposób łączy się przecież z celownikiem: postępować po bożemu, wchodzić po jednemu. Występuje także w postaciach: po cichu, po ludzku, po prostu. Wynikałoby z tego, że jeżeli dzielimy to po równemu lub po równu. Jednak mówimy dzielić po równo i taka forma jest akceptowana. Dlaczego?

Musimy pamiętać, że właściwością przyimków jest uściślanie znaczeń. Np. krople nasercowe czy środki przeciwbólowe są dokładniejsze niż krople sercowe, środki bólowe. Tak samo jest z wyrażeniem po równo. Przyimek po wskazuje w tym wypadku, że podział dotyczy wielu osób. 

Po równo stanowi także analogię do aprobowanych przez język konstrukcji: po litrze wody, po kawałku ciasta, po cukierku. 

Ciekawostką jest fakt, że w słowniku wileńskim występowało hasło porówno (pisane łącznie), które znaczyło 'po równej części'.

sobota, 14 września 2013

Uwikłanie, Zygmunt Miłoszewski

„Nie ma złych, są tylko uwikłani”.

Terapia grupowa. Czworo pacjentów, jeden terapeuta. Każdy z nich ugina się pod ciężkim bagażem doświadczeń. Spotkania mają im przynieść ulgę. Jednemu z nich przynoszą…. Wieczną ulgę.

W budynku wynajmowanym przez szanowanego psychiatrę, w czasie jednej z sesji terapeutycznych dochodzi do morderstwa. Mężczyzna, jeden z pacjentów, wyjątkowo doświadczony przez los, zostaje znaleziony z rożnem kuchennym wbitym w … oko. Początkowo dla prokuratora zajmującego się tą sprawą, Teodora Szackiego, sprawa jest jasna: motyw rabunkowy. Złodziej przypadkowo natknął się na mężczyznę i nie chcąc pozostawić świadka – zadał śmiertelny cios. Wszystko nawet trzymałoby się kupy, gdyby nie fakt, że sesje terapeutyczne przypominały, hmmm… spotkania sekty? Pacjenci, realizując teorię ustawień Hellingera wcielali się w członków rodziny wytypowanej osoby. Silne pole wytwarzane przez ustawienie sprawiało, że każdy z obecnych na terapii nie tylko wcielał się w wytyczoną mu rolę. On stawał się osobą, którą miał przedstawiać! Niemożliwe? Nie to jest najdziwniejsze. Dzień przed morderstwem, ustawienie dotyczyło zabitego. Podczas sesji wyszły na jaw rodzinne sekrety, które dla dobra wszystkich powinny pozostać tajemnicą. Czyżby pole było tak silne, a rodzinne konflikty tak wyraźne, że podczas ustawień jeden z pacjentów opętany „ustawieniem” zapragnął śmierci towarzysza? Sprawa nie jest taka prosta, zwłaszcza, że nadzwyczaj dokładnie interesują się nią dawne służby UB. Czy zamordowany miał z nimi coś wspólnego? Dlaczego nagrywał każdą chwilę swojego życia? Co oznacza ciąg cyfr uparcia pojawiający się w pamiątkach po zabitym? I co z tym wszystkim ma wspólnego jego zmarła przed laty córka?

Genialna, trzymająca w napięciu intryga, ironiczne, pełne dobrego poczucia humoru dialogi, nowatorski wątek, utrzymana na wysokim poziomie akcja, a zakończenie? Całkowicie zwala z nóg. Z bijącym sercem rozgryzamy razem z prokuratorem Szackim przyczyny zabójstwa. Do samego końca wydaje nam się, ze tkwimy w ślepej uliczce. Każdy jest podejrzany, a jednocześnie każdy ma alibi. Jednak ktoś musiał zabił. W tej sprawie musimy pamiętać, że „Nie ma złych, są tylko uwikłani”.



Na kanwie powieści powstał genialny film, z nieco zmienioną fabułą:


czwartek, 12 września 2013

Krypta

Każdy zapewne zna mit o królu Midasie, który jednym dotykiem zamieniał wszystko w złoto. Otrzymał ten dar na własne życzenie. Jednak szybko zorientował się, jaką głupotę popełnił: groziła mu śmierć głodowa, ponieważ pokarm również ulegał przemianie. Przed śmiercią zostawił jednak ogromne skarby, tak przynajmniej głosił mit. W tym wypadku okazał się on prawdą.

Dwójka małych dzieci, bawiących się u podnóży Neapolu dotarła do ogromnej jaskini, w całości pokrytej złotem. W centralnym punkcie znajdował się posąg kobiety, która również była ze złota. Czyżby to córka króla Midasa? Dziewczynka i chłopiec wówczas na własne oczy widzieli, jak goniący ich mężczyzna po dotknięciu skarbów sam przemienił się w złoto! Czyżby dotyk Midasa był prawdą? Dzieci dorastały z myślą o powrocie do jaskini i zabraniu skarbów. Chęć posiadania ogromnego bogactwa sprawiła, że byli gotowi dosłownie na wszystko, aby znowu odnaleźć jaskinię. Legenda głosiła, że tylko starożytne urządzenie skonstruowane przez Archimedesa może ich doprowadzić do skarbów. Tylko jak je zdobyć? Wystarczy pomoc sławnego inżynieria i pani doktor specjalizującej się w starożytnej Grecji. A co jest najlepszą zachętą? Oczywiście szantaż. I takim sposobem inżynier Tayler Locke i dr Stacy Benedict podejmują walkę z czasem i starożytnymi łamigłówkami aby spełnić żądania porywaczy i  uwolnić swoich bliskich. Czy uda im się przechytrzyć słynnego Archimedesa i odnaleźć jaskinię? W tym celu udają się w podróż do Niemiec, Włoch, Wielkiej Brytanii i oczywiście Grecji. Na pewno nie będzie łatwo.

Ciekawe połącznie historii, zagadki i nauki. Świetny pomysł, nie do końca ciekawie zrealizowany. Za dużo w tej książce zbiegów okoliczności, przypadkowego szczęścia i niewiarygodnych zwrotów akcji. Bohaterowie kilka(set?)dziesiąt razy ocierają się o śmierć. Już prawie po nich, ale zawsze albo kula odbije się od ucha i przeżyją, albo zamachowca zgubi pistolet. Trochę to wszystko naciągane. Aczkolwiek, sposób ujęcia historii starożytnej Grecji i wyjaśnienie mitu Midasa zasługują na docenienie.