środa, 28 grudnia 2016

Mariusz Czubaj - R.I.P

Jestem książkowym ignorantem...
Zbliża się koniec roku, więc w internetach nie może zabraknąć rad jak oślnić wszystkich kreacją sylwestrową, jak schudnąć po świętach czy jak wytrwać w noworocznym postanowieniu, bo przecież wraz z 1 stycznia życie każdego człowieka na tej planecie diametralnie się zmieni. Ale jest jeszcze jeden temat, który niezmiennie przewija się na ścianach mediów społecznościowych - podsumowanie roku. Oczywiście zawsze na plus. Ile osób, może pochwalić się, że wyrtwało w noworocznych postanowieniach do lutego? No właśnie. Zastanawiając się nad podsumowaniem swojego roku weszłam na zakładkę "recenzje"... i zamarłam. Ostatnią dodałam w grudniu. Rok temu. Jestem książkowym ignorantem. Nie dość, że pewnie nie udało mi się przeczytać jednej książki w tygodniu, jak planowałam, teraz już się tego nie dowiem, nie notowałam, to jeszcze nie chciało mi się o nich napisać chociaż kilku słów, postawić plusa bądź minusa przy tytule. Ale jeszcze większym ignorantem okazałam się zabierając się do recenzji R.I.P Mariusza Czubaja, a uświadomił mi to sam autor. Nawet nie będę pisać o mieszanych uczuciach wynikających z przekombinowania, zagmatwanej fabuły, niepotrzebnej brutalnej widowiskowości i poczuciu: znowu zawiodłam się na Czubaju. Skupię się na kilku ostatnich stronach. Spokojnie, nie zdradzę kto zabił. Chociaż w przypadku tej książki powinnam napisać: kto nie zabił. Odniosę się do rozdziału Od autora. Na tych dwóch kartkach Czubaj uświadomił mi jak mało wiem o literaturze kryminalnej, którą teoretycznie się zajmuję. Wymienił tyle nawiązań, odwołań do innych książek, których ja w trakcie czytania nie zauważyłam, że ze wstydu przybrałam barwy okładki. Zamiast więc wymądrzać się i oceniać - nadrobię książkowe zaległości i zabiorę się do czytania. Od podstaw. Za rok narzekając, że się zawiodłam, będę przynajmniej wiedziała ilu autorów za to winić. A Czubaj? Z pewnością dostarczył mi sporo emocji. A książka wcale nie była taka zła. Chociaż spodziewałam się czegoś innego. Ale w końcu, parafrazując autora, dobry kryminał to taki, po przeczytaniu którego czytelnik czuje się jak głupek. Idąc tym tropem - Czubaj jest mistrzem.

niedziela, 13 listopada 2016

Skąd się wzięło powiedzenie "zobaczyć jak świnia niebo"?

Słomiany wdowiec, nie zasypiać gruszek w popiele, zbić kogoś z pantałyku czy pleść duby smalone - język polski jest niezwykle bogaty w ciekawe, dla współczesnych użytkowników mniej lub bardziej dziwne, powiedzenia. Nie wzięły się one jednak z niczego. Zadomowiły się w języku, gdyż były proste, dosadne i obrazowe.

Tak jak stwierdzenie zobaczysz coś jak świnia niebo.  Budowa kręgosłupa, a dokładnie odcinka szyjnego, uniemożliwia świni podnoszenie głowy do góry - stąd przeświadczenie, że zwierzę to na pewno nigdy nie zobaczy nieba. Używamy więc tego powiedzenia wtedy, gdy chcemy podkreślić, że jakaś czynność jest niemożliwa

czwartek, 26 maja 2016

Pochodzenie słowa "matka"

Dzień Matki* to dobry pretekst do przypomnienia etymologii słowa mama/matka. To drugie, z naszego punktu widzenia może wydawać się formą oficjalną, w końcu we wszystkich formularzach, pismach urzędowych podajemy imię matki, imię ojca. Jednak z historycznojęzykowego punktu widzenia słowo matka jest zdrobieniem (takim samym jak rączka, nóżka) i pochodzi od prasłowiańskiego mati (matierie, matierii, matier), polskie mać (jaka mać taka nać, czyli jaka matka taka córka), które współcześnie nie kojarzy nam się zbyt dobrze (odmiana: macierze, macierzy, macierz, dzisiaj macierz pojęcie matematyczne, na tym rdzeniu stworzono przymiotniki macierzyński, macierzyństwo). 


Dlaczego najczęściej pierwszym słowem dziecka jest mama?
Matki będą zawiedzione, gdzyż na pierwsze słowa dziecka, wcale nie mają wpływu uczucia, a wyjaśnienie jest bardzo przyziemne. Roman Jakobson, rosyjski językoznawca, badając dziecięce gaworzenie zauważył, że niemowlętom najłatwiej wypowiadać spółgłoski wargowe m, p, b, gdyż ich wymawianie nie wymaga otwierania ust (z największą łatwością wypowiadają oczywiście samogłoski). Zbitki ma-ma, ba-ba, pa-pa, także ta-ta, to najprośtsze dźwięki, dlatego pojawiają się najwcześniej. Stąd też wzięło się słowo mama - od dwukrotnie powtórzonej, przez dzieci uczące się mówić, sylaby 

demotywatory.pl



* przypominam: nazwy świąt i dni świątecznych (w odróżnieniu od ich nazw opisowych) piszemy dużą literą.

środa, 27 kwietnia 2016

Dlaczego mówimy "słomiany wdowiec"?

www.stopco2.pl
Powiedzenie słomiany wdowiec znane jest każdemu. Nazywamy tak mężczyznę, którego żona wyjechała na jakiś czas, zostawiając go samego (analogicznie słomiana wdowa). Dlaczego słomiany i czemu wdowiec

Słomianym wdowcem nazywano mężczyznę, który został bez żony na jakiś czas i musiał spać sam. Dawniej głównym miejscem spoczynku było legowisko zbite z desek, na którym kładziono słomę. Słoma uchodziła za symbol związku małżeńskiego, gdyż mężczyzna i kobieta po ślubie mieli większe posłanie niż reszta domowników. Rodzeństwo na przykład leżało na wąskim łóżku, ułożeni głowa przy nogach, aby mieć więcej miejsca. 

Warto również wspomnieć o słomianym człowieku, czyli kimś, kto tylko pozornie zajmował jakieś stanowisko, ale sam nic nie robił, wyręczając się innymi (np. słomiany wspólnik), czy słomianym zapale, czyli takim, który nagle powstaje i szybko się wypala. 

niedziela, 24 kwietnia 2016

Dlaczego "dzień dobry", "dobry wieczór" piszemy oddzielnie, a "dobranoc" razem?

Dlaczego dzień dobry piszemy rozłącznie, a dobranoc łącznie? Zapytał mój czternastoletni brat. Pytanie niby banalne, ale trudno znaleźć na nie precyzyjną odpowiedź. A co dopiero taką, która zadowoli gimnazjalistę. 

Zacznijmy od słyszalnej różnicy. Zarówno dzień dobry, jak i dobranoc mają jeden akcent, a dobry wieczór - dwa. Prof. Mirosław Bańko uważa, że gdyby dobranoc zapisać rozłącznie akcent padałby na ostatnią sylabę słowa dobra, a to nie brzmiałoby dobrze. Nie wiem jak Was, ale mnie taka argumentacja nie przekonuje.

Sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. W języku polskim przydawka występuje przed rzeczownikiem, powinniśmy więc mówić dobry dzień (tak jak Czesi, Rosjanie, Niemcy, Włosi, Francuzi - w więkoszości języków europejskich w zwrocie powitalnym rzeczownik znajduje się na drugim miejscu). Tak też mówiło się w Polsce aż do XVII wieku. Zamiany dobry dzień na dzień dobry dokonano z bardzo prozaicznych powodów, a główną zasługę należy przypisać gwarze. Rytmicznie lepiej wymawiało się dzień dobry. Mieszkańcy wsi wymawiali dobry dzień jak jedno słowo akcentując bry. Ówcześni językoznawcy postanowili więc zamienić kolejność wyrazów. Zabrakło im jednak konsekwencji. Bo w przypadku wieczornego pozdrowienia nie tylko nie zmieniono szyku, ale pozwolono na łączną pisownię i tak powstało dobranoc

Z dobry dzień, zrobił się dzień dobry, z dobrej nocy, dobranoc, ale dlaczego mówimy dobry wieczór, a nie wieczór dobry? Znowu chodzi o akcent. Kolejność w tym pozdrowieniu została niezmieniona, ponieważ wieczór ma dwie sylaby i akcent padał tutaj na drugą sylabę od końca (wieczór) nie było więc zagrożenia, że dojdzie do zrostu wyrazów, które łatwo było wymówić zarówno w gwarze, jak i w języku literackim. 

Mało satysfakcjonujące wytłumaczenie, wiem. Łatwiej i szybciej byłoby powiedzieć: bo w języku polskim tak już po prostu jest :)