wtorek, 28 lipca 2015

Mariusz Czubaj - Piąty beatles

W opuszczonym magazynie policja znajduje zwłoki młodego mężczyzny. Chłopak zmarł na skutek wycieńczenia i odwodnienia. Ktoś najwyraźniej chciał, aby cierpiał przed śmiercią. Wstępne śledztwo wykazuje, że chłopak był synem znanego biznesmena. Niezywkle inteligentnym studentem i utalentownym muzykiem. Zespół, w którym grał był jedną z przyczyn jego konfliktów z ojcem. Przed zaginięciem Kamila, młodzieniec pokłócił się z ojcem, a rodzinie ktoś groził.

Scena zbrodni mogłaby świadczyć o porachunkach, jednak jeden szczegół nie pasował - fotografia The Beatles. Obok ciała znaleziono okładkę płyty Abbey Road. 

Po pewnym czasie policja znajduje kolejne zwłoki, wydawałoby się, przypadkowych mężczyzn. A mordestwa wystylizowane zostały w beatlesowym stylu. Na szczęście komisarz Rudolf Heinz też jest fanem muzyki. Profiller przez wiele miesięcy próbuje rozwikłać, dlaczego morderca wybrał sobie akurat Beatlesów, jako inspirację zbrodni. Kluczem okazuje się okładka płyty, znaleziona przy pierwszym ciele - członkowie zespołu idący w kondukcie żołobnym i przypadkowy świadek w tle. Czyżby piąty beatles? 

Śledztwo przeplata się z wydarzeniami z życia profillera. Okazuje się, że jego syn bierze ślub i prosi go, aby podczas uroczystości zagrali wspólnie znane kawałki. To wtedy do Heinza dociera wszystko. W momencie ślubu rozwiązuje przerażajacą zagadkę beatlesów...

W polskiej powieści kryminalnej można już mówić o "stylu Czubaja" - humor, rozdmuchana sprawa z zaskakująco prostym i niespodziewanym zakończeniem, luźny język, sporo ironii, muzyki i poigrywania z współczesności. Bez wątpienia Piąty Beatles to typowo czubajowy kryminał. 
(epilog równie ciekawy jak cała ksiażka, a ironia z listonoszem - mistrzowska!) :-)



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Sejf 3: Gniazdo Kruka - Tomasz Sekielski

Thriller o służbach specjalnych i kulisach polskiej polityki. Kontynuacja Sejfu i Obrazu kontrolnego. Po głośnej dymisji premiera i zamachu w siedzibie telewizji DTV, Artur Solski trafia do szpitala psychiatrycznego. Lekarze pod naciskiem służb starają się jak najdłużej utrzymać go w nieświadomości. Władze w rządzie przejmuje Alicja Berchart, która ma za uszami równie dużo jak jej poprzednik. Służby nadal nie mogą znaleźć skrzyń z Bagdadu, a stare intrygi zaogniają się jeszcze bardziej. 
Główny bohater w tej części praktycznie nie istnieje. Artur Solski pojawia się w kilku scenach, ale w każdej jest pod wpływem silnych środków odurzających. Wszystko co wcześniej wywołał dzieje się poza nim. Akcja skupiona jest głównie wokół prób ujęcia rosyjskiego szpiega - Kruka, którym jest na pewno osoba zajmująca rządowe stanowisko. Mnóstwo intryg, przekrętów. Czasami już nie wiadomo kto jest kim i po czyjej stronie stoi. Polska polityka ukazana jest jako niebezpieczna, brutalna i bezwzględna sieć, w której liczy się tylko władza, nawet najbliżsi schodzą na dalszy plan, a co dopiero dobro kraju. 
O ile dwie poprzednie części były czytelne, o tyle ta wydaje się za bardzo zagmatwana, a może chaos znika, gdy czyta się je wszystkie ciągiem? Co przeraża to fakt, że gdyby uciąć brutalne, czy seksualne sceny, to praktycznie w polskich thrillerach nic by nie zostało. A jeszcze pół wieku temu, wszystkie opisy zbliżenia czy agresji były zakazane, a literatura kryminalna cieszyła się największą popularnością. Książka zyskałaby na atrkacyjności, gdyby intrygi nie były tak zakręcone. Ale może na tym polega fenonem politycznych przekrętów? Takie zapętlenie akcji, że właściwie nie wiadomo kto jest tym dobrym, a kto złym? Ciężko mi to ocenić. Być może odpowiedź przyjdzie w kolejnej części. Zakończenie przecież pozostawiło otwarte pole. 

piątek, 8 maja 2015

Henning Mankell - Mózg Kennedy'ego

Książka zapowiadała się niezwykle obiecująco. Sam wątek zaginionego mózgu prezydenta był niezwykle intrygujący. Dawał spore pole do popisu i szeroką płaszczyznę na konstruowanie intrygi. Z szerokości autor skorzystał - co do intrygi? Chyba się trochę zawiodłam. 

Lousie Cantor to ponad 50-letnia kobieta po przejściach, archeolog. Mieszka w Grecji, gdzie prowadzi wykopaliska. Pewnego dnia po skończonych pracach, postanawia odwiedzić swojego dorastającego syna w Sztokholmie. Podróż od początku jest pełna przygód: spóźniony samolot, korki, brak połączenia z synem Henrykiem. Mając klucze do mieszkania Henryka, postanawia zrobić mu niespodziankę. Okazuje się jednak, że chłopak nie żyje.

Matka znajduje go w łóżku. Pierwsze co zwraca jej uwagę, to fakt, że chłopak ma na sobie piżamę - przecież zawsze spał nago. I mimo że sekcja zwłok wykazuje, że Henryk nałykał się środków nasennych, a policja umarza sprawę, jako samobójstwo - Lousie coś w tym wszystkim nie gra. Nie może uwierzyć, że jej jedyne dziecko byłoby w stanie odebrać sobie życie. Postanawia za wszelką cenę rozwikłać zagadkę śmierci syna. 

Przeszukując jego rzeczy, kobieta dowiaduje się, że jej syn bardzo interesował się zaginionym mózgiem prezydenta Kennedy'ego. Podejrzewał, że osoby, który go wykradły miały nadzieję, że kiedyś badania nad neurologią, pójdą na tyle daleko, że z mózgu będzie można odzyskać wszystkie myśli, wspomnienia, wiedzę, jak informacje z twardego dysku. Przypadkowo dowiaduje się, że syn miał mieszkanie w Barcelonie i to w jednej z najdroższych dzielnic, a jego konto uginało się od pieniędzy w różnych nominałach. Skąd u Henryka takie sumy, skoro pracował wyłącznie dorywczo?

Składając poszczególne strzępki informacji, kobieta ustala, że jej syn bardzo często odwiedzał Afrykę. Postanawia podążyć jego śladami, uważając, że w ten sposób dowie się dlaczego zginął. Na czarnym kontynencie poznaje ciemną stronę swojego syna. Nie tylko był bogaty i ukrył przed nią, że ma mieszkanie w Hiszpanii, ale także był nosicielem wirusa HIV, a w Afryce regularnie korzystał z usług małoletnich prostytutek. Chociaż to szok dla matki - dla tubylców, którzy wspominają Henryka jako sympatycznego i pełnego ideałów chłopca, naturalna kolej rzeczy. Lousie natrafiając co chwilę na znajomych syna, dowiaduje się, że chłopak pracował jako wolontariusz w ośrodku zajmującym się chorymi na AIDS. Od tej pracy bardzo się zmienił i zaczął się czegoś bać. Wielu podejrzewało, że zobaczył coś czego nie powinien. Czyżby ośrodek leczniczy był tylko przykrywką?

Na sąsiedniej wyspie mieszkał malarz, który w czasie wojny pracował w podobnym miejscu - miał za zasadnie wycinać żywym szympansom serca i nerki. Tłumaczono mu, że organy z martwych zwierząt na nic się nie przydadzą. Mężczyzna robił co mu kazano, dopóki nie dowiedział się, że w piwnicach ośrodka robiono to samo z ludźmi. Co więcej, mieszkańców jednej z wiosek masowo zarażano wirusem HIV. W jaki sposób? Do osady przyjeżdżał "sztab medyczny", który za duże pieniądze skupował krew od mieszkańców. Ponieważ ci ludzi byli przyzwyczajeni do ciężkiej pracy, zarabianie w inny sposób, było dla nich wybawieniem - chętnie więc oddawali krew. Ludziom ze "sztabu" zależało wyłącznie na osoczu, więc po jego oddzielnie przetaczano krew z powrotem. Krew była jednak zarażona, a na mieszkańcach, nosicielach wirusa HIV, zaczęło robić eksperymenty. Lousie nie udaje się jednak zdobyć twardych dowodów na to, że w ośrodku, w którym pracował jej syn, stosowano podobne metody. Wszyscy którzy próbowali jej pomóc, zostali zamordowani. 

Niezwykle ciekawy początek i zawiązanie akcji, z czasem przeradza się w serial w stylu Mody na sukces, gdzie już nie wiadomo kto z kim i dlaczego. Dynamiczna, wartka akcja, przeradza się w rzeź - wszyscy którzy mają wprowadzić moment kulminacyjny zostają zamordowani. Rozwiązanie więc nie następuje. Przychodzą długie miesiące bierności i oczekiwania. Po czym bohaterka odbiera telefon dający nadzieję, na posuniecie śledztwa. Ale nadzieja okazuje się złudna - znowu następuje okres zawieszenia. I tak do ostatniej strony, w której dowiadujemy się jedynie, że Lousie jest śledzona. Kurtyna zapada, a czytelnik pozostaje z niedosytem, bowiem nie znalazł odpowiedzi na żadne z nurtujących go pytań. Lubię otwarte zakończenia, a jeśli są poprzedzane spójną, wartką i logiczną fabułą. Tutaj było za dużo zawieszonych w próżni wątków, do których autor nie dostarczył wystarczającej ilości tropów, aby można ją było posklejać w jedną całość. Jedyne co może obronić książkę to zabarwienie moralne i stawiane pytania: czy można poświęcić kilku mieszkańców Afryki, aby zdobyć drogocenny lek? Te jednak również pozostają bez odpowiedzi. 

"Lać jak z cebra" - co to jest "cebr"?

Powiedzenie lać jak z cebra znane jest każdemu. Mówimy tak, gdy pada ulewny deszcz. Jednak czy kiedykolwiek zastanawiałeś/aś się czym jest cebr?

Słowo to znajdujemy już w Kronice Galla Anonima. W jednym z opowiadań autor używa słowa czebri mówiąc o drewnianych naczyniach. Tworząc liczbę pojedynczą, nie używa jednak, jakby się mogło wydawać formy czebr, ale czber

A skąd się wzięła upowszechniona dzisiaj forma cebr? W gwarach mazurzących -cz wymawia się jako -c. Dlatego czber przeszło w cber, co dalej odmieniano cebra, cebrowi, cebrem, o cebrze. Z czasem wyrównano również odmianę mianownikową i zaczęto mówić cebr. We obecnej polszczyźnie mamy już nie cebr, ale ceber

Ale wróćmy do naszego powiedzenia: dlaczego leje jak z cebra?
Ceber był wielkim, okrągłym naczyniem, zrobionym z drewna. Używano go do noszenia wody. Zbudowany był z klepek, najczęściej wykonanych z leszczyny. Ponieważ musiał mieć ucha, aby ułatwić noszenie - klepki nie zawsze były idealnie dopasowane. Zdarzało się więc, że woda wylewała się przez szczeliny. Tryskając na wszystkie strony, oblewając osobę niosącą ceber, która później wyglądała, jakby spotkał ją rzęsisty deszcz. 

czwartek, 7 maja 2015

Procent, procenta, procentu?

www.plusonline.nl
Procent z liczebnikiem ułamkowym sprawia użytkownikom języka najwięcej problemów. A zasada jest prosta: SŁOWO PROCENT Z LICZEBNIKIEM UŁAMKOWYM JEST NIEODMIENNE. Mamy więc 6,5 procent (nie procenta, czy procentu), 5,6 procent, 68,9 procent, 75,4 procent itd.

Ta sama zasada odnosi się do wyrazu procent występującego w mianowniku, dopełniaczu i bierniku z liczebnikiem głównym. 30 procent, 50 procent, 90 procent. W celowniku, narzędniku i miejscowniku słowo procent przyjmuje końcówki przypadków (sześćdziesięcioma procentami, siedemdziesięciu procentach).

WYJĄTKOWO z liczebnikiem 1 w dopełniaczu używamy formy procenta lub procentu. Obie formy są poprawne, jednak zalecana i rozpowszechniania jest pierwsza forma. 



środa, 6 maja 2015

Henning Mankell - Morderca bez twarzy

Rolnicza szwedzka wioska. Zamieszkała wyłącznie przez osoby w podeszłym wieku. Domy oddalone od siebie nawet o kilka kilometrów, otoczone lasem i polami. Sąsiedzi żyjący jak jedna wielka rodzina. Wydawałoby się, że to najspokojniejsze i najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Dlaczego więc stało się miejscem tragedii?

Nystrom, targany jakimś niepokojem budzi się w środku nocy, I chociaż cisza aż dzwoni, jemu coś w tym wszystkim nie gra. W końcu mieszka w tym domu ponad pół wieku, zna każdy odgłos, każdy cień, potrafi wyczuć gdy coś jest nie tak. Nagle orientuje się, że właśnie ta cisza jest powodem jego nerwowości. Przecież koń sąsiadów powinien rżeć. Zauważa, że okno w sąsiednim domu jest wybite, a z kuchni dolatują ciche jęki. Gdy wchodzi do pomieszczenia staje się świadkiem istnej rzezi. Sąsiad Johannes Lovgren leży martwy, najwyraźniej, po straszliwych torturach, a jego żona Maria ma przywiązany sznur na szyi, z nietypową pętlą i powoli zaczyna się dusić. Na miejsce przybywa Kurt Wallander i chociaż jest jednym z najbardziej doświadczonych policjantów, nie może nadziwić się okrucieństwu, jakie dotknęło parę, wydawałoby się Bogu ducha winnych, staruszków. Na pierwszy rzut oka nasuwa się jeden motyw - zemsta. Ale sąsiedzi twierdzą, że Lovgrenowie nie mieli żadnych wrogów. Żyli skromnie, mając jedynie konia. I co najdziwniejsze, mordercy, którzy w tak bestialski sposób potraktowali staruszków, nakarmili zwierzę. 

Sekcja zwłok mężczyzny wykazuje, że miał on tyle obrażeń, że wystarczyłoby na kilka zgonów. Natomiast kobieta przed śmiercią zdążyła wymówić jedno słowo "zagraniczny". Kieruje ono śledztwo w stronę uchodźców. I chociaż zagadka zabójstwa Lovgrenów stoi w miejscu, opinia publiczna sama wydała wyrok, W momencie, gdy do mediów przeciekła informacja, że obcokrajowcy mogą mieć związek z morderstwem - wszystkie ośrodki dla uchodźców są zagrożone. Ktoś je podpala, wybija szyby, a nawet morduje jednego z mieszkańców. Rozpoczyna się prawdziwe piekło, nad którym policja nie potrafi zapanować. 

W toku śledztwa, Kurt Wallander dociera do brata zamordowanej, który uparcie twierdzi, że Johannes Lovgren nie był takim aniołem jak myślała żona i najbliżsi. Okazuje się, że miał nieślubnego syna w mieści i co miesiąc przesyłał jego matce kilkadziesiąt tysięcy złotych. Co więcej, wcale nie był biedny. Zgromadził ogromną fortunę, która była ulokowana na różnych kontach. Wszystko potwierdza śledztwo. Gdy Kurt namierza syna Lovgrena, okazuje się, że jest on uzależniony od wyścigów konnych, a na dodatek popadł w długi. Czyżby w końcu policji udało się znaleźć motyw? Ale co z ostatnim słowem wymówionym przez kobietę i dziwną pętlą na jej szyi?

Henning Mankell stopniowo buduje napięcie. Co rzuca się w oczy, to przede wszystkim umiejętne zapętlanie akcji, I logiczne wytłumaczenie dla fałszywych tropów. Każdy ruch jest precyzyjnie przemyślany, a fabuła zawiązana wręcz koronkowo. Najśmieszniejsze jest jednak to, że pomimo genialnych przesłanek, tropów, ciekawych domniemanych rozwiązań - wyjaśnienie okazuje się takie proste... 

piątek, 10 kwietnia 2015

Zbić kogoś z pantałyku

Każdemu zapewne znane jest powiedzenie zbić kogoś z pantałyku, czyli zbić z tropu, wprawić w zakłopotanie, pozbawić kogoś pewności siebie. A zastanawialiście się kiedyś, czym jest pantałyk

Jest to słowo dla językoznawców nadal intrygujące, gdyż niejasne znaczeniowo. Doroszewski w Słowniku języka polskiego wyjaśnia, że pantałyk pochodzi z rosyjskiego. Z kolei Etymologiczny słownik języka rosyjskiego podaje trzy hipotetyczne znaczenia:

1. chytrość, wiedza (od azerbejdżańskiego pand i -lik)
2. pętla (ukraiński pantalik)
3. pętla, problem do rozwiązania (bawarski pantl).

Wiemy na pewno, że pantałyk pojawił się w słownictwie bardzo późno, bo w XIX wieku i ograniczył swoje występowanie do języka polskiego, rosyjskiego, białoruskiego i ukraińskiego. Wiele wskazuje na to, że mógł być zapożyczony z języka tureckiego, co było częste w rosyjskim. 
Co ciekawe, we Włoszech w XVI wieku bardzo modne były puntały i puntaliki, czyli klamry, metalowe ozdoby. 

Zatem dokładne znaczenie pantałyku pozostaje nadal zagadką :)

poniedziałek, 30 marca 2015

Ostre Przedmioty, Gillian Flynn

Camille Preaker jest reporterką w przeciętnym dzienniku "Daily Post". Szef nakazuje jej zająć się sprawą dwóch zamordowanych dziewczynek. Okazuje się, że zabójstw dokonano w jej rodzinnym miasteczku, w którym nie była od lat. Camille wraca w rodzinne strony nie tylko, aby poznać przyczyny brutalnych zbrodni, ale również zmierzyć się ze swoją przeszłością.

W Wind Gap zatrzymuje się u matki, z którą nie ma dobrego kontaktu. Mieszka ona z ojczymem Camilli i jej młodszą, przyrodnią siostrą Ammą. Rodzina nie ułatwia jej zadania. Wszelkie próby uzyskania jakichkolwiek informacji o rodzinach zamordowanych dziewczynek, kończą się wielką awanturą. Prowadząc prywatne śledztwo, Camila odkrywa, że jej matka miała bardzo bliski kontakt z zamordowanymi w brutalny sposób dziewczynkami. A jedyny świadek porwania, mały chłopiec, któremu nikt nie wierzy, widział, że jedna z dziewczynek chwilę przed śmiercią szła z ubraną na biało kobietą. Przed dziennikarką niezwykle trudne zadania - gdyż aby dowiedzieć się prawdy, musi najpierw pokonać demony przeszłości.

Niezwykle brutalna i nieprzyjemna książka. Ukazuje podwójne oblicze 13-letniej młodzieży. W domu są to grzeczne i ułożone dziewczynki, oczekujące troski i opieki rodzicielskiej, bawiące się domkiem dla lalek, niewiniątka śpiące z pluszakiem. Poza domem piją, biorą narkotyki i uprawiają seks. Zestawienie tych obrazów jest przerażające. Flynn pokazuje do jakiej tragedii może doprowadzić swoboda wychowawcza. Obraz, który ukazuje wprost nie mieści się w głowie...

środa, 18 marca 2015

Słowa, dzięki którym "zabłyśniesz", I

Coraz modniejsze stają się trudno brzmiące słowa. Dzięki nim kreujemy się na inteligentnych, obytych, oczytanych. A jaką radość czujemy, gdy rozmówca nie zna, użytego przez nas wyrazu! :)

Oto kilka mało znanych słów. Ale pamiętaj: wszystko z pokorą i umiarem - trzeba znać czas i miejsce, aby zabłysnąć :)

Imponderabilia - rzeczy nieuchwytne, nie dające się zważyć, zmierzyć, np. uczucia.

Majuskuła to wielka litera alfabetu.

Minuskuła to mała litera alfabetu (terminy używane głównie przez historyków). 

Prokrastynacja - tzw. "syndrom studenta", czyli odkładanie wszystkiego na później.

Frenezja - gwałtowność, żywiołowość. 

Kuriozum - dziwaczność, coś co budzi zdumienie, zaciekawia niezwykłością.

Konterfekt to trudno brzmiące słowo oznacza wizerunek, portret, podobiznę. 

Ambiwalencja - przeżywanie sprzecznych uczuć; np. z jednej strony bardzo się boje, ale z drugiej nie mogę się doczekać nowego wyzwania. 

Humbug - nagłośniona, rozreklamowana sprawa, która po czasie okazuje się oszustwem. 

Detencja - pozbawienie wolności. 

Plenipotencja to działanie w czyimś zastępstwie (prawo do podejmowania czynności prawnych w imieniu osoby reprezentowanej - termin prawniczy).

Ekwilibrystyczny - wyjątkowo zręczny.

Defenestracja - wyrzucenie kogoś, lub zmuszenie do opuszczenia pomieszczenia przez okno.

Atawizm - występowanie u kogoś cech przodków, inaczej regresja ewolucyjna. 

Zelota to fanatyk, zagorzały entuzjasta. 


Znane każdemu, ale rzadko używane:
Egalitaryzm - pogląd głoszący, że równość jest podstawą sprawiedliwego ustroju społecznego.

Eksplikacja - wyjaśnienie, objaśnienie.

Dekadencja chylenie się ku upadkowi, schyłek.

Korelacja - wzajemne powiązanie, współzależność. 

Konfabulacja - opowiadanie zmyślonych przeżyć.

Paralela - powiązanie, zestawienie. 

Rewaloryzacja - przywrócenie poprzedniej wartości, odnowienie. 

Skonfundowany - zakłopotany. 

Somnambulizm - lunatyzm. 

Trychotomia - trójdzielność, podział na trzy części. 




niedziela, 8 marca 2015

Błędnie używane słowa: tudzież

Sprawa z tudzież jest o tyle trudna, że przez lata wyraz ten całkowicie zmienił znaczenie.

Dawniej był synonimem i, oraz, także, też. Obecnie jednak jest używany jako zamiennik lub czy albo. I chociaż w słownikach nadal występuje wyłącznie pierwsze znaczenie - tudzież jest spójnikiem, który łączy słowa i zdania równorzędne (wskazuje zjawiska, osoby, fakty występujące równocześnie) - częstotliwość użycia "nowego" znaczenia (jako synonimu lub) sprawia, że niewiele osób wyczuwa błąd.
Być może za jakiś czas, tudzież zostanie całkowicie przedefiniowane.