wtorek, 6 stycznia 2015

Dlaczego mówimy "sam jak palec"?

www.demotywatory.pl
Dlaczego mówimy, że ktoś jest sam jak palec skoro palec nigdy nie jest sam? Ktoś dowcipny mógłby powiedzieć, że zwrot ten ma sens wtedy, gdy mówimy o dłoni drwala czy stolarza. Jednak okazuje się, że ma on całkiem logiczną etymologię. I nie chodzi o pokazywanie wiadomego palca :)

Skoro nie środkowy palec jest sam to jaki? Dawniej "palec" nie oznaczał jednego z pięciu palców, a jedynie kciuka! To kciuk jest odchylony od pozostałych palców, więc mówiąc zostaniesz sam jak palec, mamy na myśli, że ktoś zostanie sam jak kciuk

Jeśli palec oznaczał wyłącznie kciuka, to jak nazywano inne palce? 
Parsty lub pirsty. Stąd też obecność słów pierścień czy naparstek (na-parstu=na palcu)

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Dlaczego "z powrotem", a "skąd"?

kwejk.pl
Często pada pytanie, dlaczego piszemy "z powrotem" (rozłącznie), a "skąd" (łącznie)?


Jeśli mamy do czynienia z dwoma przyimkami (przyimek złożony), wtedy piszemy łącznie, np. sponad, znad, spomiędzy
Natomiast "powrót" jest rzeczownikiem i konstrukcje z rzeczownikiem piszemy rozłącznie. 

W przypadku "stąd", pisownia „s” zamiast „z” wynika z ubezdźwięcznienia w sąsiedztwie „t”. Do 1936 roku pisano "ztąd", później dokonano zmian w pisowni i zgodnie z najnowszą ortografią piszemy "stąd".

niedziela, 4 stycznia 2015

Kropka po cyfrach

www.betzold.pl
W komentarzach do ostatniego posta kilka osób zwróciło uwagę, że zapis "13 grudnia" jest niepoprawny, gdyż brakuje w nim kropki (13. grudnia). Wobec wątpliwości warto więc przypomnieć zasady stawiania kropki po cyfrach/liczbach. 





KROPKĘ STAWIAMY PO:
- cyfrach arabskich oznaczających liczebniki porządkowe (po raz 8.=ósmy, na 3. piętrze =trzecim, w 1. osobie =pierwszej, zajął 2. miejsce =drugie);
- gdy całą datę zapisujemy używając cyfr (4.12.2015);
- po cyfrach rzymskich w tytułach rozdziałów (XII. Historia języka polskiego);
- po liczbach (i literach) wprowadzających wyliczenia (1. ....., 2. .....);


NIE STAWIAMY KROPKI:
- jeśli z kontekstu jednoznacznie wynika, że został użyty liczebnik porządkowy (chodzę do 3 klasy);
- gdy po cyfrze oznaczającej datę słownie wpisujemy nazwę miesiąca (4 stycznia, 13 grudnia);
- gdy po cyfrze oznaczającej datę miesiąc został oznaczony cyfrą rzymską (4 I, 13 XII, 8 V);
- w cyfrach rzymskich oznaczających liczebniki porządkowe (na początku XX wieku =dwudziestego, mieszka na III piętrze =trzecim, Jan Paweł II =drugi);
- w liczebnikach porządkowych oznaczających godzinę (pociąg odjeżdża o 8);
- po liczebnikach głównych (brało udział 8 osób, minęło 800 lat);


czwartek, 25 grudnia 2014

Wesołych Świąt czy wesołych świąt?

www.obrazki.jeja.pl
W słownikach poprawnej polszczyzny odnajdujemy zapis: Z okazji świąt Bożego Narodzenia, który pozostaje w zgodzie z zasadą, że nazwy świąt i dni świątecznych pisze się wielką literą w odróżnieniu od ich nazw opisowych. 

A jak wygląda sytuacja, gdy życzymy wyłącznie Wesołych Świąt?

Profesor Mirosław Bańko tłumaczy: "Piszemy Wesołych Świąt, mając na myśli święta Bożego Narodzenia albo Wielkiej Nocy. Słowo Świąt, pisane wielką literą*, staje się tutaj synonimem pełnej nazwy. Jeśli pełna nazwa jest też obecna, to logiczne wydaje się pisanie słowa świąt małą literą. W praktyce jednak spotyka się też wersję: Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Być może podniosły nastrój towarzyszący świętom (Świętom) skłania nas do pisania w taki sposób." 

Zgodnie z zasadami "użycie wielkiej litery ze względów uczuciowych i grzecznościowych jest indywidualną sprawą piszącego. Przepisy ortograficzne pozostawiają w tym wypadku dużą swobodę piszącemu, ponieważ wielka litera jest wyrazem jego postawy uczuciowej (np. szacunku, miłości, przyjaźni) w stosunku do osób, do których pisze, lub w stosunku do tego, o czym pisze." 

Ogólnie przyjęte "zasady" komplikuje dr Maciej Malinowski, który na swoim blogu pisze:
"(...) Być może istnieje jednak bardziej prozaiczny powód pojawiania się błędu (bo jest to jednak błąd…) w wyrażeniu Wesołych Świąt. Myślę tu o oddziaływaniu angielskiej formułki Merry Christmas zapisywanej – jak wiadomo – wielkimi literami. Merry znaczy w angielszczyźnie ‘wesoły, radosny’, więc Merry Christmas tłumaczy się najprościej jak można – jako Wesołych, Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, a w skrócie Wesołych, Radosnych Świąt. Zauważmy, że ów ortograficzny kłopot z pewnością by znikł, gdyby bardziej upowszechniła się u nas formułka Wesołego Bożego Narodzenia bądź Radosnego Bożego Narodzenia (bez słowa święta). Nawiasem mówiąc, tak właśnie powinniśmy przetłumaczyć angielskie połączenie słów Merry Christmas…"

Myślę, że w święta Bożego Narodzenia, trochę mniej liczy się zapis, a bardziej sama treść życzeń :D

A Wy jak zapisujecie Wesołych Świąt? Bo mnie jednak bardziej podoba się pisownia dużymi literami.



*oczywiście litery mamy małe i duże, o co wielokrotnie apelował prof. Miodek, jednak cytaty pozostawiam bez zmian; zastanawiający jest fakt, że we wszystkich słownikach mamy wielkie litery


Nowy Rok czy nowy rok? --> link

sobota, 20 grudnia 2014

Zaginiona dziewczyna - Gillian Flynn

Gdy znika żona, kto jest głównym podejrzanym? Oczywiście mąż! Pół biedy, gdy był dobrym, kochanym i oddanym mężczyzną. Wtedy całe otoczenie staje murem po jego stronie, nie wierząc w oskarżenia. A gdy mąż zdradzał, nie chciał dziecka i kochał żonę nie tyle dla niej samej, co dla jej pieniędzy? Wtedy jest spalony. Dla wymiaru sprawiedliwości, opinii publicznej, przyjaciół. Jedyne co mu pozostaje to przestać walczyć i poddać się karze, nawet gdyby był naprawdę niewinny. 

Nick wraca do domu w piątą rocznicę ślubu. Liczy, jak co roku, na wielkie poszukiwanie skarbów organizowane przez jego żonę: w każdym ważnym dla nich miejscu jest wskazówka, nawiązująca do wspólnie przeżytych chwil, która następnie odsyła do kolejnej, aż w końcu, w ostatnim, najważniejszym miejscu jest prezent. W domu oprócz kochanej żony i znienawidzonego rytuału zastaje... scenę walki. Krew, powywracane meble i krzycząca pustka, że Amy zniknęła. Natychmiast zawiadamia policję, która oczywiście rozpoczyna śledztwo, jednak z każdym kolejnym etapem, zamiast szukać jego zaginionej żony, szuka dowodów na jego winę. I znajduje ich sporo: podwyższona kilka dni temu polisa na życie dla Amy, debet na koncie, dziennik, w którym kobieta pisze, że boi się własnego męża, świadek, który zeznaje, że Amy chciała kupić broń, gdyż bała się o własne życie, sąsiadka, która wielokrotnie pocieszała kobietę, po ostrej sprzeczce z Nickiem, kochanka, z którą od roku miał burzliwy romans, mimo że zakochana po uszy żona za wszelką cenę próbowała odświeżyć ich małżeństwo. Dowody przeciw Nickowi się mnożą, a on przysięga, że jest niewinny. Nie ma jednak dokładnego alibi na dzień zaginięcia swojej żony. Logicznym jest więc, że nikt mu nie wierzy. No prawie nikt. Po jego stronie staje siostra bliźniaczka, która nigdy nie lubiła żony swojego brata. Sprawa jest dziwna. Bo jeśli nie Nick zabił Amy to kto?

Narracja prowadzona jest z dwóch perspektyw. Czas teraźniejszy oczami Nicka, przeplata się z zapiskami z pamiętnika Amy. Początkowo czytelnik nie lubi tej rozpieszczonej dziewczyny o wyidealizowanym podejściu do życia, która wychowana w, wydaje się, idealnej rodzinie z idealnymi rodzicami, nie potrafi zrozumieć, że życie nie jest idealne. Za dużo razy użyłam słowa "idealne"? No cóż, Amy taka jest. W każdym calu idealna. Jej rodzice to bratnie dusze, para psycholog, która zbiła majątek na książeczkach dla dzieci o Niezwykłej Amy. Nie trzeba oczywiście dodawać, że bohaterką opowieści jest ich córka. Nick natomiast jawi się jako sympatyczny mężczyzna, który ma swoje wady. Z czasem jednak czytelnik stopniowo traci sympatię do mężczyzny i opowiada się po stronie jego żony. Zwłaszcza, gdy Nick podkreśla, że po raz 5, 10, 20 skłamał składając zeznania na policyjnym przesłuchaniu. Na początku książki, przyszła mi przez chwilę do głowy myśl, że może kobieta sama upozorowała zniknięcie, żeby zemścić się na mężu (był przecież taki motyw w jednym z odcinków Kryminalnych), jednak to by było przecież zbyt pokręcone i takie niepodobne do idealnej Amy. Zwłaszcza, że z pamiętnika kobiety wyłania się coraz gorszy obraz męża-potwora. Cała rodzina jest zrozpaczona. Policja robi wszystko, aby znaleźć Amy żywą bądź martwą. A Nick? No cóż, uśmiecha się, flirtuje z kobietami, ma sekretny telefon, o którym wie wyłącznie jedna osoba, a który ciągle dzwoni. Jednym słowem nie wygląda na specjalnie przejętego i jeszcze kręci w zeznaniach. Nawet najgłupszy gliniarz zorientowałby się, że ten mężczyzna kłamie. Z czasem nikt nie ma wątpliwości, że zabił. Pytanie tylko, gdzie ukrył ciało. 

Rewelacyjna książka, która od samego początku budzi w czytelniku wachlarz emocji! Genialnie, wręcz koronkowo zawiązana intryga, wymagająca zagadka i nieustanna gra z czytelnikiem w kotka i myszkę. Gdy wszystko wydaje się takie łatwe, przewidywalne, właściwie już rozwiązane, czytelnik dostaje pstryczka w nos i cała dotychczasowa linia fabularna zostaje wywrócona do góry nogami. A zakończenie wprost nie mieści się w głowie. Jest takie... chore, niemożliwe, trąci psychicznym szaleństwem. Aż chciałoby się napisać więcej, ale nie chcę odbierać przyjemności z lektury osobom, które dotychczas nie przeczytały Zaginionej dziewczyny. Powiem tylko, że nazywanie Gillian Flynn "Larssonem w spódnicy" to błąd. Ona nie jest taka dobra jak Larsson! Z całym szacunkiem dla szwedzkiego autora, którego nawiasem mówiąc uwielbiam, ale Flynn jest dużo lepsza! 


wtorek, 16 grudnia 2014

Robert Kviby, Skorumpowani

Szwecja w opinii sąsiadów zawsze wydawała się państwem, które w kryminalistyce i wydziale śledczym może służyć za wzór. Wszystkie zbrodnie rozwiązane, wszyscy złoczyńcy za kratkami. Słowem: bezpieczeństwo i praworządność na najwyższym poziomie. Jakakolwiek korupcja ze strony aparatu sprawiedliwości nie zmieściłaby się w głowie przeciętnego obywatela. A wiadomo, że najciemniej po latarnią.

Annie Lander to sztokholmska dziennikarka śledcza, która wbrew przełożonym i policji prowadzi własne śledztwo dotyczące zamordowanych prostytutek. Historia może wydawać się nieco podobna do sprawy Kuby Rozpruwacza, jednak ma dużo głębsze i mroczniejsze podłoże niż zabójstwa londyńskiego mordercy. Dziennikarka w swoim dochodzeniu jest zdana wyłącznie na siebie. Nikt nie chce jej pomóc. Przełożeni nalegają, żeby dała sobie z tą sprawą spokój. Policja nie potrafi, bądź nie chce znaleźć wyjaśnienia śmierci kilku prostytutek. Za każdym razem umarza sprawę, z powodu braku dowodów, mimo że posiada DNA sprawcy. Coś tu wyraźnie śmierdzi. Jednak gdy Annie dochodzi do rozwiązania sprawy zostaje porwana. 

To, że ciężarna kobieta nagle znika zawsze budzi sporo kontrowersji, ale gdy kobietą jest znana w całym kraju dziennikarka śledcza - powstaje lawina. Te same osoby, które nie chciały doprowadzić do rozwiązania sprawy prostytutek starają się również za wszelką cenę nie dopuścić do ujawnienia przez dziennikarkę zebranych przez nią materiałów. Nawet gdyby ceną za to było kilka ludzkich istnień. Muszą więc znaleźć kozła ofiarnego. A kto jest zawsze głównym podejrzanym o zabójstwo żony? Oczywiście mąż. Autor wprowadza zatem nowe śledztwo. Tym razem prowadzi je mąż dziennikarki - Max. Mężczyzna stara się nie tylko uratować swoją ciężarną żonę, ale także oczyścić się z podejrzeń o zabójstwo. Czy mu się to uda? Mafia, policja, najwyżsi przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości i biznesmeni zrobią wszystko, żeby tak się nie stało. 

Robert Kviby opart fabułę swojej na książki na faktach. Pierwowzorem Annie Lander była bliska przyjaciółka autora, dziennikarka, która zajmowała się sprawą biznesmenów korzystających z usług prostytutek na specjalnych, elitarnych imprezach. Wiele z niech nie dożyło następnego dnia, jednak ze względu na znajomości morderców nierozwiązane sprawy zawsze lądowały w koszu. Prostytutek przecież nikt nie będzie szukał. Ciekawa, choć nieco przewidywalna fabuła, dynamiczne zwroty akcji. Dużo krwi, brutalności, brudnych interesów i nielegalnych działań. Momentami naprawdę serce zaczynało bić szybciej, a czytelnik kibicował bohaterom w pomyślnym rozwiązaniu ich śledztwa. Jednak ta historia nie ma happy endu. 


czwartek, 11 grudnia 2014

Wskutek, na skutek

blekitna.tv
Znacie to powiedzenie, że szewc bez butów chodzi? No właśnie. Parę dni temu okazałam się takim bosym szewcem, gdyż w pośpiechu napisałam "w skutek" (aczkolwiek brak czasu nie tłumaczy mojego błędu!). Czujni internauci wyłapali błąd i zwrócili mi uwagę, za co dziękuję :) Ale do rzeczy....

Dawniej "wskutek" pisano rozłącznie ("w skutek"). Jednak po reformie ortografii w 1936 roku uznano m.in., że przyimki takie jak wbrew, wskutek oraz połączenia przyimka i członów: -wnątrz, -śród, -miast, -bok, -czas, -dług, -koło będą zapisywane łącznie
Dlatego obecnie prawidłowa pisownia to "wskutek" bądź "na skutek". Błędem jest łączenie tych słów ("na wskutek"). 

wtorek, 9 grudnia 2014

Postscriptum - jak zapisać?

plus.google.com
PS., P.S., PS, a może PS: - jak zapisujemy postscriptum? 

Najczęściej spotykamy się z zapisem PS. 
Jednak zdaniem prof. Mirosława Bańki dopuszczalne są jeszcze inne formy:

PS. To jest postscriptum.
PS: To jest postscriptum.
P.S. To jest postscriptum.
P.S.: To jest postscriptum.

"Niezależnie od wybranej pisowni skrótu potrzebny jest jakiś znak interpunkcyjny, który odzieli go od treści danego postscriptum. Może to być kropka, może być i dwukropek. Jeśli sam skrót zapiszemy z dwiema kropkami, to dodatkowej kropki po skrócie, rzecz jasna, już nie stawiamy: jedna kropka pełni wówczas podwójną funkcję." - Mirosław Bańko, PWN

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Mikołajek czy mikołajków?

katerinaz.pinger.pl
Cieszymy się z "mikołajek" czy z "mikołajków"?

Wątpliwości wynikają z tego, że "mikołajki" nie mają liczby pojedynczej, dlatego trudno nam przypisać je do rodzaju. Jednak mówimy andrzejek, walentynek - czyli w wyrazach tych mamy dopełniacz bez końcówki. 

Tak samo sprawa wygląda z mikołajkami. Dopełniacz słowa "mikołajki" to "mikołajek" (jak miasteczko na Mazurach - jadę do Mikołajek), czyli cieszymy się z tych mikołajek.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Końcówki: -a, -u

Częstym dylematem językowym jest wybór końcówki. Użytkownicy języka nigdy nie są do końca pewni, czy w dopełniaczu liczby pojedynczej rodzaju męskiego należy wstawić -a czy -u. Uprzedzam: nie ma jasnych i jednoznacznych kryteriów! Są pewne wyznaczniki semantyczne, które sugerują wybór odpowiedniej końcówki, jednak wyjątków jest tak dużo, że nie możemy traktować ich jako pewnik, bardziej jako kryteria cząstkowe. 

KOŃCÓWKA -A:
- nazwy osób i zwierząt (pisarza, lekarza, redaktora, zająca, rekina, wyjątek: wołu, bawołu),
- nazwy narzędzi, miar, wag, naczyń, liczb i miesięcy (tłuczka, wyjątek: śrubokrętu/śrubokręta, kilometra, kilograma, kubka, garnka, tuzina, miliarda, sierpnia, grudnia), 
- nazwy owoców, grzybów, marek fabrycznych, tańców i gier (winogrona, ananasa, arbuza, banana, muchomora, prawdziwka, borowika, opla, poloneza, walca, tanga, pokera).

KOŃCÓWKA -U:
- rzeczowniki abstrakcyjne, zbiorowe i materialne (humoru, wdzięku, bursztynu, cementu, tłumu),
- skrótowce (SMS-u, GPS-u, PWN-u, LOT-u).

* SMS-u - chociaż w wielu Słownikach Poprawnej Polszczyzny SMS-a uznawana jest za formę potoczną, powoli wypiera ona SMS-u i być może wkrótce stanie się jedyną poprawną formą. Obecnie, poprzez częstotliwość użycia, SMS-a jest traktowana jako forma oboczna. Możemy zatem wysłać zarówna SMS-u, jak i SMS-a. Chociaż rzeczywiście ta pierwsza brzmi jakoś dziwnie... :)